Gdy jadę nad Bałtyk, często uciekam... do Niemiec. Tam znajduję to, czego brakuje w polskich kurortach

Mieszkając w Szczecinie, mogę pozwolić sobie na spontaniczne, jednodniowe wypady nad morze. Najczęściej wybieram Świnoujście i szybkie połączenie kolejowe, które jest idealną alternatywą dla wiecznie zakorkowanej S3. Wsiadam do pociągu, omijam drogowy chaos i po niespełna dwóch godzinach jestem już nad Bałtykiem. Problem w tym, że gdy naprawdę chcę odpocząć, muszę... opuścić Polskę. Wystarczy kilkanaście minut spaceru i jestem w zupełnie innym świecie.

Zatłoczona plaża z parawanami zestawiona z pustym brzegiem morza. Na miniaturze granica polsko-niemiecka w SE Szczecin.
Autor: Grzegorz Kluczyński

Świnoujście – kurort, który wypiękniał

Świnoujście ma swój niepowtarzalny klimat. W ostatnich latach kurort przeszedł ogromną metamorfozę – wypiękniał, odżył, ale jednocześnie zachował charakter nadmorskiego miasta, którego wciąż nie zdominowały wielkie apartamentowce. To rzadkość nad Bałtykiem, gdzie wiele kurortów zatraciło swój dawny urok, ustępując miejsca betonowym molochom.

Do miasta dojeżdżam pociągiem. To najwygodniejsza opcja – żadnych korków, żadnego stania na S3. Po wyjściu z dworca przepływam promem na drugi brzeg Świny albo wsiadam w miejski autobus, który dowozi mnie prosto do Dzielnicy Nadmorskiej. Dopiero tam zaczyna się prawdziwe nadmorskie życie: szeroka promenada, zapach morza i klimat kurortu, który wciąż potrafi zachować swój urok.

Świnoujście
Autor: Grzegorz Kluczyński

Polska plaża: ścisk, parawany i niekończący się hałas

Problem pojawia się wtedy, gdy chcę po prostu odpocząć na plaży. Niekoniecznie leżąc plackiem na kocu, ale po prostu spacerując wzdłuż brzegu. W sezonie w Świnoujściu jest gigantyczny tłok. Kilometrowe szpalery parawanów, ludzie leżący niemal jeden na drugim, handlarze lodów, naleśników i napojów, którzy co chwilę przechodzą i głośno zachwalają swój towar. Do tego muzyka z plażowych barów – często tak głośna, że zagłusza szum fal.

Nie przepadam za tłumem, a już na pewno nie za wakacyjnym harmidrem, zwłaszcza na dłuższą metę. Dlatego robię coś, co polecam każdemu, kto naprawdę chce odpocząć.

Świnoujście
Autor: Grzegorz Kluczyński

Kilka minut spaceru i… inny świat

Wystarczy przejść około kilometr od gwarnego centrum plaży, by dotrzeć do granicy z Niemcami. A za nią – zupełnie inne oblicze Bałtyku. Na około dwukilometrowym odcinku między granicą a Ahlbeck panuje spokój, którego próżno szukać po polskiej stronie.

Zaczyna się szeroka, zadbana plaża, ciągnąca się aż do Ahlbeck. Można tu leżeć w ciszy, słuchać szumu fal i pokrzykiwania mew. Bez przebojów „króla latino”, bez krzyków sprzedawców lodów, bez tłumu ludzi walczących o każdy metr kwadratowy piasku.

Plaża bez parawanów i szum fal

Największy szok? Tutaj prawie nie ma parawanów. Nikt nie buduje gigantycznych „zagród”, nikt nie oznacza swojego terytorium. Ludzie leżą na kocach w odległości nawet kilkudziesięciu metrów od siebie. Popularne są tutaj kosze plażowe, które często ustawione są tak, by każdy miał wokół siebie sporo wolnej przestrzeni.

Pokonując kolejne około dwa kilometry, można dotrzeć do Ahlbeck – niemieckiego kurortu, który różni się od Świnoujścia, ale potrafi pozytywnie zaskoczyć swoim wyjątkowym klimatem. Znajduje się tu m.in. molo, którego w Świnoujściu nie ma, a które jest jednym z symboli Cesarskich Kurortów.

Podczas spaceru niemieckim odcinkiem plaży, dla niektórych sporym zaskoczeniem mogą być osoby opalające się lub kąpiące... zupełnie nago. To normalne – fragment plaży nieopodal granicy jest przeznaczony dla naturystów. Nie ma w tym nic gorszącego ani dziwnego. To po prostu "kultura wolnego ciała" (niem. Freikörperkultur, FKK), a Niemcy od niepamiętnych czasów lubią tę formę wypoczynku.

Plaża na wyspie Uznam
Autor: Grzegorz Kluczyński

Czystość, darmowe toalety i… opłata klimatyczna

Ogromną zaletą niemieckiej części plaży jest czystość. Nie ma pustych puszek, butelek, niedopałków. Śmietniki stoją przy każdym wejściu i są regularnie opróżniane.

Są też darmowe toalety, co jest rzadkością nad Bałtykiem. Ich utrzymanie jest możliwe dzięki lokalnej opłacie klimatycznej, tzw. Kurtaxe. Co ważne – Kurtaxe jest obowiązkowa nawet wtedy, gdy odwiedzamy niemiecką część Uznamu nawet na krótki czas, choćby godzinę czy dwie. Automatów do jej uiszczenia jest dość sporo przy promenadzie, a koszt jest niewielki.

To jedna z opcji na spokojny dzień nad morzem

Warto to jasno powiedzieć: mój spacer na niemiecką część plaży nie jest żadną promocją Niemiec ani „dawaniem zarobić sąsiadom”. To po prostu jedna z możliwości spędzenia czasu w Świnoujściu i okolicach – alternatywa dla zatłoczonej, głośnej plaży po polskiej stronie, a jednocześnie "wartość dodana" dla turystów odwiedzających ten kurort.

Spacer czy odpoczynek na niemieckiej plaży, czy piesza wyprawa do Ahlbeck, to zazwyczaj tylko kilka godzin. Resztę można spędzić w Świnoujściu. Jako stały bywalec mam tam już swoje sprawdzone i ulubione miejsca na obiad, kawę czy lody, korzystam też z atrakcji oferowanych przez lokalnych przedsiębiorców, gdyż niemal za każdym razem odkrywam coś nowego. Potrafię też unikać „paragonów grozy”, rozsądnie podchodząc do zamówień w lokalach gastronomicznych albo wybierając miejsca, gdzie ceny są bardziej przystępne niż na samej promenadzie.

Przejście graniczne Świnoujście - Ahlbeck
Autor: Grzegorz Kluczyński

Nie chcesz „uciekać do Niemiec”? Na to też jest sposób

Dla osób, którym słowo „Niemcy” działa jak przysłowiowa płachta na byka, istnieje inne rozwiązanie. Spokojną, szeroką i prawie pustą plażę można znaleźć również po polskiej stronie – w prawobrzeżnej części Świnoujścia, na wyspie Wolin. To jednak wyprawa dla bardziej zdeterminowanych. Trzeba przedostać się na drugi brzeg Świny (promem lub tunelem), a następnie dojechać w kierunku plaży, która znajduje się między terminalem LNG a Międzyzdrojami. Najłatwiej dotrzeć tam rowerem, samochodem lub autobusem, ewentualnie pieszo, ale to już wyprawa dla wytrwałych. Nagrodą jest jednak cisza, brak tłumów i zupełnie inne oblicze polskiego Bałtyku – dzikie, naturalne, nieprzepełnione parawanami.

Polskie "antykurorty"

Chociaż wydaje się to nieprawdopodobne, ale w Polsce wciąż jest wiele miejsc nad morzem, gdzie można cieszyć się ciszą i spokojem. Problem w tym, że większość z tych "antykurortów" leży z dala od głównych tras, bez możliwości dojazdu koleją czy transportem zbiorowym. Dotarcie do takich plaż wiąże się zatem ze sporymi utrudnieniami i koniecznością posiadania własnego środka transportu.

Warto wybrać się na spacer

Podsumowując – jeśli jesteś w Świnoujściu i marzysz o prawdziwym spokoju na plaży, masz dwie świetne opcje: przejść na niemiecką część wyspy Uznam albo wybrać dziką plażę na Wolinie. Obie gwarantują coś, czego w centrum kurortu brakuje – ciszę, przestrzeń i prawdziwy odpoczynek.

Quiz. Co jest "naj" nad Bałtykiem?
Pytanie 1 z 10
Najwyższa latarnia morska w Polsce znajduje się...
Dwa oblicza jednej plaży

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki