"Paragony grozy" znów straszą nad Bałtykiem. Dlaczego płacimy jak za złoto? Ekspertka wyjaśnia

Ceny w nadmorskiej gastronomii znów rozgrzewają turystów bardziej niż lipcowe słońce. Gofry po 30 zł, dorsz za stówę i kolejne „paragony grozy” wrzucane do sieci – to już stały element wakacyjnego sezonu nad Bałtykiem. Ekonomistka dr Justyna Osuch‑Mallett tłumaczy, skąd biorą się te kwoty i dlaczego na deptaku zawsze jest najdrożej.

Zszokowana kobieta z paragonem na tle plaży i dań. O wysokich cenach nad Bałtykiem przeczytasz na SE Szczecin.
Autor: Shutterstock

Ekonomia deptaka

Według ekspertki, wysokie ceny w kurortach to efekt tzw. ekonomii deptaka. Im bliżej morza i największego ruchu turystycznego, tym wyższe stawki. – Tanio nad polskim morzem nigdy nie było. W sezonie to nie jest nic innego jak ekonomia deptaka – podkreśla dr Osuch‑Mallett z Zachodniopomorskiej Szkoły Biznesu.

Krótki sezon sprawia, że restauratorzy muszą zarobić w kilka tygodni tyle, by przetrwać resztę roku. Dlatego filet z dorsza kosztuje około 20 zł za 100 gramów, a w zestawie z frytkami i surówką potrafi dobić do 100 zł. Gofry z owocami czy bitą śmietaną? W tym roku od 20 do nawet 36 zł.

Skąd biorą się „paragony grozy”?

Ekonomistka zaznacza, że klienci są w stanie zaakceptować wysokie ceny, jeśli idą one w parze z jakością. Problem zaczyna się wtedy, gdy porcja jest mała, produkt przeciętny, a rachunek – jak z ekskluzywnej restauracji.

– Wtedy pojawiają się te paragony grozy – mówi Osuch‑Mallett. W przypadku prostych dań, takich jak ryba z frytkami, turyści oczekują standardu w rozsądnej cenie. Gdy czują, że przepłacili, chętnie nagłaśniają sprawę w mediach społecznościowych.

Co ciekawe, zmienia się też postrzeganie „dań premium”. – Dorsz z frytkami to dziś posiłek premium. Kiedyś premium były krewetki, a teraz stają się standardem i nie dotyczą paragonów grozy – dodaje ekonomistka.

Rodzinny obiad za 322 zł

Z badania „Wakacyjny Portfel Polaków 2026” wynika, że zestaw obiadowy dla rodziny 2+2 nad Bałtykiem kosztuje średnio 322 zł – o 18 zł więcej niż rok temu. A tygodniowy pobyt może zbliżyć się nawet do 10 tys. zł.

Polacy, jak zauważa ekspertka, zaczynają inaczej planować wakacyjne wydatki. – Będziemy tak zarządzać portfelem, żeby jak najwięcej dostać w tym budżecie. Zadbamy o noclegi ze śniadaniem albo sami je przygotujemy. A pójdziemy na jeden fajny posiłek – tłumaczy.

Najwięcej pójdzie na atrakcje

Choć noclegi drożeją, nie budzą takiego sprzeciwu jak drobne wydatki, które „składają się na budżet”. To właśnie atrakcje – parki rozrywki, rejsy, wejścia na molo czy aquaparki – pochłoną największą część wakacyjnych pieniędzy.

Statystyczny Polak wyda w tym roku na wakacje średnio 2042 zł, czyli o prawie 300 zł więcej niż w 2025 r. A każdy kolejny paragon z nadmorskiej budki z goframi tylko przypomina, że lato nad Bałtykiem ma swoją cenę.

Quiz. Co jest "naj" nad Bałtykiem?
Pytanie 1 z 10
Najwyższa latarnia morska w Polsce znajduje się...
Dwa oblicza jednej plaży

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki