2021 rokiem masowych BANKRUCTW? Zachodniopomorscy przedsiębiorcy biją na ALARM!

2020-11-27 10:16 gk
2021 rokiem masowych BANKRUCTW? Zachodniopomorscy przedsiębiorcy biją na ALARM!
Autor: Andrew Khoroshavin / CC0 / pixabay.com

Pandemia koronawirusa zbiera krwawe żniwo w różnych dziedzinach życia. Z powodu trudności finansowych spowodowanych obostrzeniami, odpływem klientów i niewystarczającą pomocą ze strony państwa, coraz więcej firm ogłasza niewypłacalność. Szczecińscy przedsiębiorcy biją na alarm.

Spis treści

  1. Coraz więcej niewypłacalnych firm . "Skala bankructw będzie rosła"
  2. „Nie zamyka się gospodarki lub jej części, gdy nie ma się pieniędzy”
  3. "Na jedną niewypłacalną firmę przypada 10, które upadną w ciszy"
  4. Przyspieszone postępowanie restrukturyzacyjne sposobem na wypłynięcie na powierzchnię?

Coraz więcej niewypłacalnych firm . "Skala bankructw będzie rosła"

- Mamy do czynienia z najgorszymi wynikami od dekady, a wszystko wskazuje na to, że najgorsze dopiero przed nami. Fala upadłości firm wydaje się być już nie do zatrzymania, a stosowane przez Rząd rozwiązania pomocowe uruchamiane są zbyt późno. Do Północnej Izby Gospodarczej zgłaszają się przedsiębiorcy mówiący wprost: jesteśmy w dramatycznej sytuacji – mówi dr Piotr Wolny, dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Jak wynika z informacji Monitora Sądowego i Gospodarczego w październiku tego roku wniosek o niewypłacalność zgłosiło ponad 140 firm. Od początku roku ta liczba przekroczyła już tysiąc.

Jeżeli jedna firma ogłasza niewypłacalność to znaczy, że dziesięć mniejszych mogło upaść po cichu – wyjaśnia Małgorzata Marczulewska, Prezes Grupy AVERTO, windykator.

„Nie zamyka się gospodarki lub jej części, gdy nie ma się pieniędzy”

Dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie przyznaje, że informacja o wzroście liczby bankructw oraz ogłoszonych niewypłacalności nie jest żadnym zaskoczeniem. Drugi lockdown, który obserwujemy od października tylko „poprawi” statystyki przedstawione przez Monitor Gospodarczy. Jak mówi ekspert Izby wiele wskazuje na to, że większość firm spośród tysiąca, które ogłosiły niewypłacalność w tarapaty finansowe popadła wiosną, a jesień była tylko przysłowiowym gwoździem do trumny.

- Nie zamyka się gospodarki lub jej części, gdy nie ma się pieniędzy! Coraz większe kłopoty występują w transporcie oraz w sektorze hotelarstwa i gastronomii, czy branży rozrywkowej. Spowolnienie także odczuwalne jest w sektorze budownictwa. Jak wskazują najnowsze dane produkt krajowy brutto (PKB) niewyrównany sezonowo w III kwartale 2020 roku zmniejszył się realnie o 1,6 proc. rok do roku. To już kolejny kwartał na minusie. To oznacza nic innego jak głęboki kryzys i efekt kuli śnieżnej. Kuli, która się toczy i powoli nabiera rozpędu. Tutaj potrzeba zdecydowanych działań ponad podziałami, by ratować gospodarkę. Dodatkowo bardzo wysoka inflacja i osłabiający się złoty osłabiają aktywność konsumencką. Konsumpcji nie sprzyja też dalsze przedłużenie części obostrzeń, w tym dalsze zamrożenie turystyki. Chociażby już dziś wiemy, że ferii zimowych nie będzie – komentuje dr Piotr Wolny, dyrektor biura Północnej izby Gospodarczej w Szczecinie.

Zdaniem dyrektora, przyjęta przez rząd Tarcza 6.0 nie jest wystarczająca i pomija wiele branż. Jest niekompletna i nie jest w stanie zapobiec upadkom wielu firm, a co za tym idzie wzrostowi bezrobocia.

- To samonapędzająca się spirala – dodaje dyrektor Wolny. - Rząd w sposób miękki zamyka firmy, pozwala im działać, ale nakłada takie ograniczenia, że ta działalność jest nieopłacalna. Jeśli chcemy zapobiec fali upadłości, to zamykając poszczególne branże, państwo powinno zagwarantować środki na ochronę miejsc pracy i koszty stałe. Jako Północna Izba Gospodarcza zgłaszamy nasze postulaty przedstawicielom władz państwowych i aktywnie lobbujemy na rzecz rozsądnych działań antykryzysowych w ramach Rady Przedsiębiorców przy Rzeczniku MŚP.

"Na jedną niewypłacalną firmę przypada 10, które upadną w ciszy"

Statystyki dotyczące niewypłacalności zaprezentowane przez Monitor Gospodarczy mogą wydawać się nie tak złe. Tysiąc upadłości w niecały rok w czasach kryzysu? Brzmi nawet pokrzepiająco. Prezes Grupy AVERTO, jednej z największych w regionie firm windykacyjnych przekonuje: nic bardziej mylnego.

– Niewypłacalność ogłaszana jest zwykle przez dużą firmę, w której interesie jest wejście np. w układ zbiorowy z wierzycielami – mówi Prezes Grupy AVERTO Małgorzata Marczulewska. - Należy założyć, że na jedną firmę, która ogłosiła niewypłacalność przypada dziesięć mniejszych podmiotów, które nie dostawały wynagrodzenia za pracę lub za towar. Ile z nich upadnie? Większość, ale to będą upadki w ciszy, zwykle nawet nieujmowane w statystykach gospodarczych. Jestem przekonana, że skala bankructw będzie rosła.

Kiedy więc mówimy o niewypłacalności?

– Kiedy bieżące zobowiązania przewyższają znacząco przychody i jest to sytuacja niewynikająca z incydentalnego kryzysu – dodaje.

Przyspieszone postępowanie restrukturyzacyjne sposobem na wypłynięcie na powierzchnię?

Jakie firmy mają największy problem z niewypłacalnością? Eksperci wskazują dwie branże:

- Budownictwo i turystyka. To branże kryzysowe obecnie – wyjaśnia Katarzyna Michalska, doradca gospodarczy. – Budownictwo nadal ma przyzwoitą koniunkturę, ale jeżeli dojdzie tutaj do jakiejś wyrwy np. upadku dewelopera to straty odczuwalne są również u dostawców materiałów budowlanych czy w firmach, które bezpośrednio zajmują się prowadzeniem inwestycji. W budownictwie siatka zależności jest najściślej ze sobą powiązana.

Podobnie jest z turystyką. Hotele, usługi wellness, gastronomia, tour-operatorzy, firmy transportowe. Kiedy jeden element układanki się przewróci to tracą wszyscy.

- Zgłosiła się do nas firma zajmująca się dzierżawieniem powierzchni w hotelach pod usługi kosmetyczne. Ich lockdown nie dotyczy, ale kto będzie korzystał z masaży i zabiegów piękności w pustym hotelu? Mamy do czynienia z poważnym kryzysem gospodarczym i nie należy go ignorować – mówi Katarzyna Michalska. - Sposobem na niewypłacalność może być uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne. Cieszy się ono wielkim zainteresowaniem i mamy już pozytywne przykłady uratowanych firm, które znajdowały się w poważnych tarapatach. „Wyjście na prostą” jest możliwe, ale nie jest łatwe – dodaje Katarzyna Michalska.

Apel przedsiębiorcy