Spis treści
HafenCity. Dlaczego Hamburg się udał?
Porównania do HafenCity pojawiają się w Szczecinie od lat. Nie bez powodu. Hamburg udowodnił, że dawne tereny portowe mogą zamienić się w jedną z najbardziej atrakcyjnych części miasta.
Sekret sukcesu nie polega jednak wyłącznie na budowie nowych mieszkań. HafenCity stało się magnesem dla mieszkańców i turystów dzięki połączeniu ambitnej architektury z przestrzenią publiczną i atrakcjami o ponadlokalnym znaczeniu. Symbolem dzielnicy jest Elbphilharmonie, jedna z najbardziej rozpoznawalnych filharmonii świata. Tuż obok znajduje się zabytkowy Speicherstadt, kompleks ceglanych magazynów przecinanych dawnymi kanałami portowymi, wpisany na listę UNESCO.
Równie istotna jest nowa zabudowa. Wiele budynków zaprojektowali uznani architekci, a pomiędzy nimi powstały place, skwery, promenady, punkty widokowe, muzea, galerie i instytucje kultury. Nawet osoby, które nie mieszkają w HafenCity, mają wiele powodów, by regularnie odwiedzać tę część Hamburga.
W Szczecinie takich elementów jest zdecydowanie mniej.
Powstają mieszkania. Życia miejskiego wciąż nie widać
Na Łasztowni można wskazać inwestycje, które mają potencjał budowania nowej tożsamości tej części miasta. Funkcjonuje już Morskie Centrum Nauki, trwa budowa nowej siedziby Teatru Współczesnego, a częściowo zrewitalizowane zabytkowe budynki kompleksu Starej Rzeźni pokazują, że historyczna architektura może z powodzeniem otrzymać drugie życie.
Problem polega jednak na tym, że po drugiej stronie Kanału Zielonego, na Kępie Parnickiej, podobnych „landmarków” praktycznie nie ma.
Powstają kolejne budynki mieszkalne, ale trudno wskazać obiekt, który mógłby stać się symbolem dzielnicy. Jeszcze trudniej znaleźć atrakcję, która przyciągałaby mieszkańców z innych części Szczecina czy turystów odwiedzających miasto.
Zamiast wielkomiejskiej dzielnicy z własnym charakterem powstaje przestrzeń przypominająca duże osiedle apartamentowe.
„Dzielnica Booking.com”
Krytycy obecnego kierunku zmian wskazują, że nowe inwestycje coraz bardziej przypominają produkt inwestycyjny niż fragment miasta tworzony z myślą o codziennym życiu mieszkańców.
Pojawiają się określenia takie jak „dzielnica Booking.com”, „deweloperska sypialnia”, „chów klatkowy” czy po prostu "patodeweloperka". Są to oczywiście publicystyczne sformułowania, jednak dobrze oddają nastroje części mieszkańców.
Choć w parterach nowych budynków zaplanowano liczne lokale użytkowe, wiele z nich pozostaje pustych. W działających lokalach dominują biura nieruchomości, gabinety lekarskie, rehabilitacyjne czy medycyny estetycznej. Jest jedna "Żabka", a gastronomia praktycznie nie istnieje.
Brakuje przede wszystkim tego, co kreuje wielkomiejski klimat: restauracji, klimatycznych kawiarni, księgarni, galerii sztuki, klubów muzycznych, przestrzeni kreatywnych czy miejsc spotkań.
To właśnie tego rodzaju funkcje powodują, że dzielnica żyje przez cały dzień, a nie jedynie rano i wieczorem, gdy mieszkańcy wracają do swoich, często wynajętych na noc lub dwie, apartamentów.
Gorzka diagnoza Filipa Springera
Kilka miesięcy temu dyskusję o kierunku rozwoju Kępy Parnickiej rozgrzał do czerwoności Filip Springer, reportażysta i krytyk architektury. W publicznym wpisie ostro skrytykował nowe inwestycje nad Odrą, zarzucając Szczecinowi marnowanie potencjału waterfrontu. Według niego miasto jest „nieustępliwie konsekwentne w rozpieprzaniu sobie tego, co ma najcenniejsze”, a autorzy niektórych realizacji „powinni za takie zbrodnie odbierać uprawnienia”.
Szczególnie krytycznie odniósł się do nowych budynków powstających na Kępie Parnickiej, które miały nawiązywać do morskiej tożsamości Szczecina. Zdaniem Springera efekt końcowy jest znacznie słabszy od obietnic składanych na wizualizacjach, a jedna z najlepszych lokalizacji rozwojowych w mieście jest stopniowo zabudowywana w sposób pozbawiony wyrazistej wizji.
Miasto bez symbolu
Największym problemem wydaje się brak wyraźnej tożsamości miejsca.
Najbardziej udane rewitalizacje terenów poprzemysłowych opierają się na połączeniu nowej architektury z zachowanym dziedzictwem historycznym. W Hamburgu takim magnesem jest Speicherstadt. W Gdańsku podobną rolę pełni Wyspa Spichrzów, która wprawdzie również spotyka się z licznymi głosami krytyki dotyczącymi współczesnej zabudowy, jednak zachowała swój charakter i stała się jedną z najchętniej odwiedzanych części miasta. Turyści przychodzą tam nie tylko do hoteli i apartamentów, ale także dla atmosfery miejsca, nadwodnych przestrzeni publicznych oraz historycznych odniesień obecnych w architekturze.
Na Kępie Parnickiej tymczasem z roku na rok ubywa starej zabudowy, która mogłaby stać się elementem wyróżniającym dzielnicę na tle innych nowych osiedli.
Nie chodzi oczywiście o zachowanie każdego magazynu czy budynku gospodarczego. Wiele dawnych kamienic mogłoby jednak przejść gruntowną rewitalizację, zachowując historyczny charakter i stając się jednocześnie atrakcyjną przestrzenią usługową, gastronomiczną lub kulturalną.
Tymczasem kolejne historyczne obiekty znikają z krajobrazu, a ich miejsce zajmują podobne do siebie budynki mieszkalne. Szare, poprawne, ale pozbawione charakteru. Takie, które równie dobrze mogłyby powstać na obrzeżach miasta.
A przecież to właśnie autentyczna historia najczęściej staje się największym magnesem przyciągającym turystów. Na Kępie Parnickiej potencjał ten jest stopniowo tracony.
Zieleń i rekreacja? Wciąż za mało
Problematyczna pozostaje również kwestia terenów rekreacyjnych.
Choć plany zagospodarowania przewidują przestrzenie zielone, ich skala nie wydaje się wystarczająca, by stworzyć nową miejską atrakcję.
Podobnie jest z przyszłymi bulwarami. Same promenady nad wodą nie wystarczą, jeżeli nie będą oferowały czegoś więcej niż widok na rzekę i kolejne apartamentowce.
Trudno oczekiwać, by mieszkańcy masowo wybierali oddalone od centrum nabrzeża, jeśli podobne spacery mogą odbywać na istniejących już bulwarach, które są lepiej skomunikowane i oferują bogatszą infrastrukturę.
Brakuje większych parków, charakterystycznych placów miejskich, punktów widokowych czy atrakcji rekreacyjnych, które mogłyby sprawić, że mieszkańcy innych części Szczecina specjalnie wybiorą się na Kępę Parnicką.
Kępa Parnicka nadal jest wielkim placem budowy
Nie oznacza to jednak, że wszystko zostało przesądzone.
Przed Kępą Parnicką nadal ogromna liczba inwestycji. Wiele działek pozostaje niezabudowanych. Miasto planuje nowe przeprawy komunikacyjne, w tym most w rejonie ulicy Zapadłej oraz kładkę pieszo-rowerową w miejscu przedwojennego Mostu Dworcowego. Przewidywana jest również przebudowa głównego układu drogowego obsługującego wyspę.
Zmienić ma się także otoczenie ulicy Heyki, która dziś bardziej przypomina zaplecze przemysłowe niż reprezentacyjną część centrum miasta. Według miejskich planów w przyszłości zniknąć ma również baza PKS zajmująca cenne tereny inwestycyjne.
To właśnie na niezagospodarowanych jeszcze terenach rozstrzygnie się przyszłość tej części Szczecina.
Ostatni moment na korektę kursu
Historia Kępy Parnickiej pokazuje, że już w XIX wieku planowano stworzenie tutaj pełnoprawnej części miasta. Wojna i późniejsze zaniedbania przerwały ten proces. Dziś Szczecin otrzymał drugą szansę.
Pytanie brzmi, czy zostanie ona wykorzystana.
Bo o przyszłości Kępy Parnickiej nie zdecyduje liczba wybudowanych mieszkań. Zadecyduje to, czy powstaną miejsca, do których ludzie będą chcieli przychodzić niezależnie od tego, czy mieszkają za ścianą.
Jeżeli nadal dominować będą przeciętne apartamentowce i kolejne lokale o funkcjach, które trudno nazwać miastotwórczymi, Szczecin może otrzymać ogromne blokowisko nad wodą. Jeśli jednak uda się stworzyć atrakcyjne przestrzenie publiczne, zachować część historycznej zabudowy, przyciągnąć kulturę, gastronomię i ambitną architekturę, Kępa Parnicka wciąż ma szansę stać się miejscem wyjątkowym.
Na razie jednak bliżej jej do wielkiego osiedla apartamentowego niż do drugiego HafenCity. A czasu na zmianę tego kierunku jest coraz mniej.
