Spis treści
Rekord, który mrozi krew w żyłach
Policyjne statystyki są bezlitosne. Tylko w czerwcu życie w wodzie straciło 55 osób, a od kwietnia – 78. Niedzielny bilans 17 utonięć w jeden dzień to tragiczny rekord, który pokazuje, jak niebezpieczne potrafią być upały połączone z brawurą i brakiem wyobraźni. Do tragedii doszło m.in. w Międzywodziu, gdzie utonął 42‑letni mężczyzna, oraz w Gosławicach w woj. kujawsko‑pomorskim, gdzie również doszło do śmiertelnego wypadku.
Nie ma znaczenia, czy to morze, jezioro, rzeka czy niewielki staw – zagrożenie wszędzie jest takie samo. Woda nie wybacza błędów. Dla porównania – w całym 2025 roku w Polsce utonęły 292 osoby, a tegoroczne lato dopiero się zaczęło.
Upał, tłumy nad wodą i fatalne decyzje
Niedziela była najgorętszym dniem roku. Plaże pękały w szwach, a ludzie masowo wskakiwali do wody, często bez zastanowienia. Ratownicy nie ukrywają, że wiele tragedii to efekt lekkomyślności.
– Nad wodę należy zabrać nie tylko krem do opalania i nakrycie głowy, ale przede wszystkim rozsądek – przestrzega ratownik Paweł Ciepliński, wiceprezes katowickiego WOPR, w rozmowie z PAP.
Jak podkreśla, woda jest świetnym miejscem do wypoczynku, ale tylko wtedy, gdy zachowujemy podstawowe zasady bezpieczeństwa.
– Jeśli będziemy robić głupie rzeczy, może się to skończyć tragedią. Rozsądek nad wodą to podstawa – mówi.
Szok termiczny zabija w kilka sekund
Ratownik zwraca uwagę na szczególnie groźny mechanizm, który w upalne dni może doprowadzić do śmierci nawet osoby świetnie pływającej. – Jeśli opalaliśmy się przez jakiś czas, temperatura naszego ciała znacznie wzrosła. Wskakując nagle do zimnej wody, naczynia krwionośne gwałtownie się obkurczają. Dochodzi do szoku termicznego, który może być przyczyną utonięcia – tłumaczy Ciepliński. Dlatego zaleca, by do wody wchodzić powoli, stopniowo schładzając ciało.
Alkohol, brawura i złudne poczucie bezpieczeństwa
Ratownik nie ukrywa, że dorośli często bagatelizują zagrożenia.
– Alkohol jest tylko domieszką. Jeśli ktoś chce wypić piwo na plaży, niech wypije, ale niech później nie wchodzi do wody – podkreśla. Dodaje, że nawet dobrze znane miejsca mogą być zdradliwe – poziom wody bywa niższy, na dnie mogą leżeć niebezpieczne przedmioty.
Ciepliński przypomina również o podstawowym sprzęcie: kamizelkach ratunkowych na kajakach, rowerkach wodnych czy deskach SUP oraz bojkach do pływania. – To nie gadżety, tylko rzeczy, które ratują życie – zaznacza.
Jak reagować, gdy ktoś tonie?
Ratownik apeluje, by w sytuacji zagrożenia nie działać bezmyślnie.
– Najpierw zawiadommy ratowników. Numer alarmowy nad wodą to 601 100 100, można też dzwonić pod 112. Dopiero później zastanówmy się, czy nasze umiejętności pozwalają na pomoc – mówi.
Podkreśla, że czasem wystarczy koło ratunkowe albo nawet pusta plastikowa butelka, która pomoże komuś utrzymać się na powierzchni.
– Nie róbmy nic ponad swoje siły. Tak jak strażak nie wbiega do płonącego budynku bez sprzętu, tak ratownik nie rusza do akcji bez bojki – dodaje.
Tragiczny bilans, który powinien być ostrzeżeniem
Niedzielne 17 utonięć to dramatyczny sygnał, że Polacy wciąż zbyt często ignorują podstawowe zasady bezpieczeństwa. Wysokie temperatury będą wracać, a wraz z nimi – tłumy nad wodą. Ratownicy apelują: rozsądek, ostrożność i szacunek do żywiołu to jedyna droga, by uniknąć kolejnych tragedii.