Szczecin: Zostawili psa w rozgrzanym kamperze! Strażnicy miejscy wybili szybę [ZDJĘCIA, WIDEO]

Pomimo powtarzanych każdego lata apeli, by nie pozostawiać w zamkniętych pojazdach dzieci i zwierząt, wciąż zdarzają się nieodpowiedzialni ludzie, którzy powodują realne zagrożenie dla życia. W poniedziałek szczecińscy strażnicy miejscy musieli ratować życie małego psa, który omal żywcem nie ugotował się w zamkniętym kamperze na norweskich numerach rejestracyjnych.

Podczas wykonywania codziennych obowiązków, zmotoryzowany patrol strażników miejskich otrzymał od dyżurnego pilne wezwanie do podjęcia interwencji na ulicy Narutowicza w Szczecinie.

- Było to około godziny 16:00, temperatura na zewnątrz oscylowała wokół 30 stopni, było bardzo duszno - relacjonuje st. insp. Joanna Wojtach ze szczecińskiej straży miejskiej. - Zgłoszenie od mieszkańca dotyczyło zamkniętego w kamperze psa, przebywającego tam od dłuższego czasu.

Na miejscu strażnicy potwierdzili, że w pozamykanym szczelnie samochodzie siedział piękny biały pies, prawdopodobnie szpic samojed. Przez szyby widać było oznaki wycieńczenia zwierzęcia z powodu panującej wewnątrz wysokiej temperatury. Rozgrzany kamper stanowił śmiertelnie niebezpieczną pułapkę dla zwierzęcia, które bardzo dyszało.

- Szybkie oględziny przez szyby nie potwierdziły śladu jakiejkolwiek wody pozostawionej dla psa, ponadto funkcjonariusze stwierdzili, że jest bardzo mało miejsca dla psa, który siedział w kabinie pojazdu, rozgrzanego jak metalowa puszka - dodaje Joanna Wojtach. - Nie było też możliwości nawiązania kontaktu z właścicielem pojazdu. Niektórzy kierowcy pozostawiają na desce rozdzielczej numer telefonu do siebie, jeśli potrzebne jest to do szybkiego odnalezienia kierującego. Tu takich informacji nie było, ponadto kamper był na norweskich numerach rejestracyjnych.

Nikt ze świadków nie potrafił pomóc strażnikom w dotarciu do kierowcy pojazdu, jednak wszyscy zgodnie twierdzili, że pojazd stoi tak już od kilku godzin. Nie było już na co czekać, strażnik podjął decyzję: wybijamy szybę w pojeździe i uwalniamy psa.

Sprawa została zgłoszona dyżurnemu straży miejskiej. Funkcjonariusz wybił szybę i ostrożnie, po usunięciu resztek szkła, wyciągnął psa z kabiny, przy okazji raniąc się o pozostałości wybitej szyby. Następnie przekazał psa koleżance z patrolu.

- Strażnicy natychmiast napoili psa wodą. Zwierzę było bardzo wycieńczone bo łapczywie wypiło na raz butelkę wody - relacjonuje rzeczniczka straży miejskiej.

W czasie, kiedy strażniczka opiekowała się psem, jej partner z patrolu zabezpieczył taśmami uszkodzone okno.

Świadkowie zdarzenia nagrodzili strażników brawami. Nie kryli również swojej złości wobec nieodpowiedzialnego właściciela czworonoga.

Strażnicy poprosili również dyżurnego o powiadomienie policji o zaistniałej sytuacji, czyli o celowym uszkodzeniu szyby z powodu ratowania pozostawionego w aucie psa. Następnie strażnicy razem z uratowanym psem udali się na bazę, a stamtąd został zabrany przez wezwanego na miejsce pracownika schroniska dla zwierząt.

Właściciel psa odnalazł się około godziny 20.00. Czekał na strażników w schronisku. Przeprosił za zaistniałą sytuację i ze skruchą przyjął mandat karny.

- Ta niefrasobliwość opiekuna zwierzęcia, chociaż w tym przypadku słowo opiekun nie jest najwłaściwszym określeniem, mogła mieć opłakane skutki, gdyby nie czujność mieszkańców i determinacja strażników miejskich - podsumowuje Joanna Wojtach.

Pies zostawiony w rozgrzanym kamperze na pewną śmierć. Uratowali go bohaterscy strażnicy miejscy
Podziel się opinią
Grupa ZPR Media sprzeciwia się głoszeniu opinii noszących znamiona mowy nienawiści przepełnionych pogardą czy agresją. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, powiadom nas o tym, klikając zgłoś. Więcej w REGULAMINIE