Spis treści
Historia, która zaczęła się od kiczowatego szaleństwa
Fryga pojawiła się na Placu Zamenhofa w 2015 roku jako element miejskiego programu ożywiania przestrzeni. Intensywnie kolorowa forma miała symbolizować energię, zabawę i nowoczesność. W praktyce stała się jednym z najbardziej polaryzujących obiektów w historii Szczecina.
Jedni widzieli w niej odważną sztukę współczesną. Inni – kicz, który nijak nie pasował do otoczenia. Ale to nie estetyka była największym problemem.
„Rzeźba się sypie!” – czyli o jakości, która nie wytrzymała rzeczywistości
Od początku pojawiały się głosy, że Fryga została wykonana z materiałów, które nie radzą sobie z pogodą. I faktycznie – po kilku latach zaczęła pękać, blaknąć, a fragmenty konstrukcji odspajały się od całości. Zamiast symbolu nowoczesności stała się symbolem… fuszerki.
W końcu zapadła decyzja o jej demontażu. Rzeźbę rozebrano, a jej elementy trafiły do magazynu przy ul. Klonowica.
Magazyn zburzono, Frygę uratowano
Przez lata wydawało się, że Fryga już nigdy nie wróci. Szczątki instalacji leżały w magazynie, który sam w końcu przeznaczono do rozbiórki. I właśnie wtedy – jak w filmowym zwrocie akcji – ktoś uznał, że warto dać jej drugie życie.
Elementy rzeźby przewieziono do pracowni konserwatorskiej, gdzie podjęto próbę rekonstrukcji. Według miejskich urzędników udało się odtworzyć ją „w stanie lepszym niż oryginał”.
Powrót na salony. A właściwie – na Plac Grunwaldzki
Największe zaskoczenie przyszło jednak wczoraj. Podczas sesji Rady Miasta radni przegłosowali uchwałę, zgodnie z którą Fryga wróci do przestrzeni publicznej. I to w miejsce absolutnie kluczowe – Plac Grunwaldzki, czyli geometryczne centrum Szczecina.
Według zwolenników decyzji Fryga ma „ożywić przestrzeń”, „stać się nowym punktem orientacyjnym” i „przyciągać turystów”. Przeciwnicy już zapowiadają protesty.
Jeśli dotarłeś do tego miejsca, to znaczy, że dałeś się nabrać na nasz żart z okazji Prima Aprilis. Nie wierz dziś we wszystko, co przeczytasz!