Spis treści
Rutynowa kontrola, która skończyła się fiaskiem
Jak relacjonuje niemiecki dziennikarz, wszystko zaczęło się niewinnie. Setki razy przekraczał granicę w Świnoujściu, nigdy nie miał problemów, a kontrole – jeśli w ogóle były – trwały chwilę. Tym razem jednak polscy funkcjonariusze poprosili go o dokumenty.
„Policjant był naprawdę uprzejmy, ale gdy zapytał o dowód, wiedziałem, że mam kłopot” – przyznał Lill.
Okazało się, że reporter… nie miał przy sobie żadnego dokumentu tożsamości. Jak sam twierdzi, przez lata jeździł do Polski bez dowodu i nigdy nie spotkały go z tego powodu konsekwencje.
„Wiedziałem, że powinienem go mieć, ale…”
Max Lill przyznaje, że brak dokumentów to jego własne zaniedbanie. Mimo prób tłumaczenia, że jedzie tylko „na chwilę, na zakupy”, polscy pogranicznicy byli nieugięci.
„Powiedziałem, że zaraz wrócę do Niemiec, ale to nic nie dało. Legalny wjazd był niemożliwy” – relacjonuje.
Reporter został zawrócony, a jego planowany materiał o cenach paliwa i papierosów w Polsce… przepadł.
Zamiast reportażu – lekcja pokory
Zamiast szybkiego wypadu, Max Lill spędził dwie godziny w samochodzie, wracając do domu z niczym. Jak sam podkreśla, nie ma pretensji do polskich funkcjonariuszy – winę bierze na siebie.
„To mój błąd, moja zmarnowana podróż. Inni niech nie powtarzają mojego błędu”
– apeluje.
Przestroga dla wszystkich podróżnych
Niemiecki dziennikarz kończy swoją relację prostą radą: zanim ruszysz do Polski, sprawdź, czy masz przy sobie dokument tożsamości. Choć granica jest otwarta, kontrole zdarzają się coraz częściej – a brak dowodu może zakończyć się tak samo, jak w przypadku Maxa Lilla.
