- Mroczna historia z Rynicy: matka i córka oskarżone o zakopanie żywcem noworodka.
- Szokujące zeznania ujawniają, że dziecko mogło być żywe w chwili zakopania, a matka stała na czatach.
- Czy despotyczna matka zmusiła córkę do zbrodni? Odkryj wstrząsające szczegóły procesu.
- Toksyczna relacja, sekrety rodzinne i "umiarkowana niepełnosprawność intelektualna" córki. Dowiedz się więcej.
Co naprawdę wydarzyło się w 2019 roku w Rynicy? Śledztwo ujawniło, że policja znalazła maleńki szkielet ludzki w zagrodzie, tuż obok kurnika. Małgorzata I. opuszcza salę sądową, szlochając. Jej matka, Renata I., również jest oskarżona w tej sprawie. Zdaniem części bliskich to właśnie jej despotyczny charakter doprowadził do tragedii w niewielkiej wsi pod Gryfinem.
Obie kobiety, z włosami ściętymi na krótko, pojawiły się na sali rozpraw ze spuszczonymi głowami. Obie odpowiadają za potworną zbrodnię, której miały dokonać zimą 2019 roku. Dokładnej daty nie pamiętają. Kiedy ponad pięć lat później policjanci weszli na ich posesję i zaczęli przekopywać ziemię, w zagrodzie, tuż obok kurnika, znaleźli maleńki szkielet ludzki. Małgorzata I. jeszcze tego samego wieczora zeznała policjantom: „Słyszałam, jak płakał, gdy mama go zakopywała”. Dodała, że przestała słyszeć płacz, dopiero gdy matka skończyła. Ona sama stała wtedy na czatach.
Rynica to niewielka wioska pod Gryfinem w województwie zachodniopomorskim. Jeden z byłych partnerów Małgorzaty I., który poznał ją przez Facebooka, wspominał: „Nie pozwoliły mi wchodzić do zagrody, w której był kurnik. Twierdziły, że kury są przyzwyczajone do jednej osoby i nie ma co ich stresować”.
Małgorzata I. od zawsze była dość niezaradna. Biegła psycholog w opinii sądowej napisała o jej „umiarkowanej niepełnosprawności intelektualnej” oraz „trudnościach z empatią i rozumieniem złożonych emocji”.
Nigdy nie miała też szczęścia do mężczyzn. Poznawała ich najczęściej przez internet, ale związki się rozpadały. Drugi były partner Małgorzaty I., z którym poznali się przez Naszą Klasę, opowiadał:
"Jak Gosia urodziła naszą córkę, to odebrałem je ze szpitala i zabrałem do swojego domu. Wtedy Renata I. zawiadomiła policję, że je porwałem. Przyjechała z policjantami do mojego domu, ale Gosia nie chciała z nią wracać. Tydzień później przyjechała znowu, kiedy byłem w pracy i zabrała Gosię i naszą córkę”.
W tej sprawie w roli oskarżyciela posiłkowego występuje Łukasz I., bliski krewny obu oskarżonych. Z jego relacji wynika jedno: kobiety łączyła toksyczna relacja. - Na pewno nie łączyła ich więź, jaka powinna łączyć matkę z córką – mówił na pierwszej rozprawie. Opowiedział też o przemocy fizycznej i psychicznej, jakiej w przeszłości miała się dopuszczać Renata I. Zdaniem części bliskich Małgorzata panicznie bała się matki.
Całkiem inaczej sprawę opisuje sama Renata I. Swoje pierwsze wyjaśnienia przed sądem rozpoczęła od słów: „Moja córka kłamie”. 53-latka twierdzi, że faktycznie zakopała dziecko, jednak już wtedy nie żyło. Taką wersję podtrzymuje od początku, mimo że śledczy ustalili, iż chłopiec został zakopany żywcem.
W sądzie Renata I. kilkakrotnie wstawała, by zadać pytania świadkom. Za każdym razem były to jednak bardziej jej oświadczenia. Jak to, gdy próbowała prostować zeznania policjanta, który 17 kwietnia 2025 roku pierwszy rozmawiał z nią o zbrodni.
- Pojechałem na miejsce z innymi funkcjonariuszami. Zastaliśmy Renatę I. z dziećmi. Wziąłem ją na bok, żeby dzieci nie słyszały. Powiedziałem jej wprost, że dostaliśmy zgłoszenie dotyczące zakopanego w ogródku noworodka – wspomina policjant. - Początkowo mówiła, że to nieprawda. Było widać, że jest nerwowa - dodał.
Renata I. mówiła wtedy, że pewnie zgłoszenie jest efektem żartu, który zrobiła kuzynce na prima aprilis. Żartując, miała opowiedzieć historię zakopania noworodka obok kurnika. To właśnie kuzynka zawiadomiła policję. W zgłoszeniu podała nawet płeć dziecka. Kobieta przyznała się, dopiero gdy policjanci mieli zacząć rozkopywać ziemię.
- W końcu przyznała, że była taka sytuacja. Że zakopane jest dziecko koło kurnika. Że było to dziecko jej córki – opowiada policjant. Dodała jeszcze, że szkieletów w ziemi może być więcej, bo często zakopywała tam truchła zwierząt.
Wersje matki i babki mocno różnią się od siebie. Małgorzata I. od początku przyznawała się do zbrodni. Według jej opowieści nikt o ciąży nie wiedział. Ojcem dziecka miał być Paweł, ale nazwiska nie poznała.
Kiedy poczuła, że zaczyna rodzić, wzięła ze sobą biały koc i wyszła na dwór. Urodziła za domem, tuż obok sznurków na pranie. Kucała. Gdy poczuła główkę, wyjęła dziecko, odcięła pępowinę. Zawiniętego w niebieski polar noworodka zaniosła do matki. Od niej miała usłyszeć, że „dzieci jest już za dużo” i „trzeba je zakopać”. Na noc zostawiły noworodka w kurniku. Rano Renata I. zakopała dziecko. Według zeznań Małgorzaty I. – jeszcze żyło.
CZYTAJ TEŻ: Niemcy aresztowali Polkę, dzieci trafiły do ośrodka. Przełomowa decyzja sądu
Źródło: Onet