Ktoś zastrzelił rysicę i wrzucił do rzeki! Dramat na Pomorzu Zachodnim

2026-08-11 20:09

Makabrycznego odkrycia dokonano na Pomorzu Zachodnim. Z rzeki wyłowiono martwą rysicę, która została zastrzelona, najprawdopodobniej z broni myśliwskiej. To ogromny cios dla populacji tego chronionego gatunku. Przyrodnicy obawiają się najgorszego - jeśli samica karmiła młode, zostały one skazane na pewną śmierć.

Makabryczne odkrycie w rzece

Do dramatycznego zdarzenia doszło na Pomorzu Zachodnim. W piątek, 7 sierpnia 2026 roku, pracownicy Zachodniopomorskiego Towarzystwa Przyrodniczego zostali wezwani do martwego rysia, którego ciało dryfowało w rzece Kokna pod Złocieńcem. Już pierwsze informacje wskazywały, że nie była to naturalna śmierć. Na miejsce natychmiast udał się zespół terenowy ZTP wraz z Komendantem Straży Leśnej Nadleśnictwa Złocieniec.

- Już pierwsza informacja, którą usłyszał nasz pracownik terenowy nie pozostawiała złudzeń, że mamy do czynienia z nienaturalną śmiercią zwierzęcia

- informuje profil "Powrót rysia do północnej Polski".

Na miejscu przeprowadzono oględziny, w których uczestniczyli funkcjonariusze Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego Komendy Powiatowej Policji w Drawsku Pomorskim. 

- Zgłoszenie otrzymaliśmy od leśników. Truchło zostało zabezpieczone przez Zachodniopomorskie Towarzystwo Przyrodnicze w Mirosławcu w celu wykonania sekcji zwierzęcia

- potwierdziła Monika Barcicka z drawskiej policji w rozmowie z TVN24.

Dowody nie pozostawiają złudzeń

Specjaliści, używając wykrywacza metalu, szybko potwierdzili swoje najgorsze przypuszczenia. W ciele zwierzęcia odnaleziono ślad po pocisku. Sprawca, prawdopodobnie kłusownik, próbował ukryć swój czyn, wrzucając ciało rysicy do rzeki. Co więcej, miejsce odnalezienia zwłok - na granicy dwóch obwodów łowieckich - może sugerować próbę zatarcia śladów i utrudnienia śledztwa. Maciej Tracz z Zachodniopomorskiego Towarzystwa Przyrodniczego w rozmowie z TVN24 nie ma wątpliwości:

"Wygląda to tak, że martwy ryś został zabrany z miejsca, w którym padł strzał i wrzucony do rzeki tuż przy granicy dwóch obwodów łowieckich. Koledzy znaleźli wyraźną ranę postrzałową i wyjęli fragmenty pocisku. Policja zabezpieczyła te fragmenty. W takiej sytuacji jest już ewidentny dowód na to, że człowiek uczestniczył w zabiciu tego zwierzęcia, więc sprawą zajmie się prokurator".

Czy w lesie umierają osierocone kocięta?

Największy dramat może rozgrywać się jednak z dala od miejsca zdarzenia. Ze względu na zaawansowany stan rozkładu ciała, nie udało się jednoznacznie stwierdzić, czy rysica była matką karmiącą. W tym okresie roku większość samic opiekuje się już podrośniętymi młodymi. Ta niewiadoma boli przyrodników najbardziej.

- Jeżeli wychowywała młode, gdzieś w lesie mogły pozostać małe rysie, które czekały na jej powrót. Nie rozumieją, dlaczego matka nie wraca. Bez niej nie mają praktycznie żadnych szans na przeżycie

- alarmuje Zachodniopomorskie Towarzystwo Przyrodnicze.

To oznacza, że jeden strzał mógł zabić nie jedno, a kilka zwierząt. Jak dodaje Maciej Tracz, strata jest tym większa, że samica urodziła się już na wolności, co było sukcesem projektu przywracania rysi do polskich lasów.

- Na dodatek była to kotka, prawdopodobnie mająca młode. To najgorsze, co mogło się wydarzyć. To było już dzikie zwierzę, które było efektem projektu przywracania populacji rysia w Polsce. Projekt prowadzimy od 2020 roku

- dodaje w rozmowie z TVN24. 

Ogromna strata i reakcja myśliwych

Ryś jest w Polsce gatunkiem objętym ścisłą ochroną, a jego populacja szacowana jest na zaledwie około 200 osobników. Każde zwierzę, a zwłaszcza dorosła samica, jest na wagę złota. Dla przyrodników to cios w samo serce ich wieloletniej pracy.

- Dla wielu osób to tylko jedno zwierzę. Dla nas to efekt wieloletniej pracy wielu ludzi. Godzin spędzonych w terenie. Monitoringów. Telemetrii. Ratowania rannych zwierząt. Edukacji. Walki o odbudowę gatunku, który niemal zniknął z północnej Polski

- informuje Zachodniopomorskie Towarzystwo Przyrodnicze.

Na bulwersujące doniesienia zareagował Polski Związek Łowiecki, który w oficjalnym oświadczeniu potępił czyn i zadeklarował pełną współpracę ze służbami w celu wykrycia sprawcy.

- Myśliwi sprzeciwiają się bezprawnemu zabijaniu zwierząt objętych ochroną. [...] każdy osobnik gatunku chronionego ma znaczenie, a jego bezprawne zabicie jest działaniem sprzecznym z ideą ochrony przyrody

- czytamy w komunikacie PZŁ.

"To dopiero początek". Trwa walka o sprawiedliwość

Przyrodnicy z ZTP nie zamierzają odpuścić. To już 11. ryś, który zginął z rąk kłusownika od początku projektu reintrodukcji. Dzięki pobranym próbkom genetycznym uda się ustalić pochodzenie samicy i jej rolę w odbudowywanej populacji. Sprawca musi liczyć się z tym, że jego czyn nie zostanie zapomniany.

- Ktoś spojrzał przez przyrządy celownicze. Ktoś podjął decyzję. Ktoś nacisnął spust. A potem próbował sprawić, by ta historia na zawsze zniknęła w nurcie rzeki. Nie zniknie

- zapewniają. 

Zachodniopomorskie Towarzystwo Przyrodnicze zapowiada walkę o sprawiedliwość i wspieranie organów ścigania.

- Jeżeli ktoś myśli, że wraz z oddanym strzałem wszystko się skończyło, jest w błędzie. To dopiero początek

- dodają przyrodnicy. 

Wszyscy, którzy mogą posiadać jakiekolwiek informacje w tej sprawie, proszeni są o pilny kontakt z policją.

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki