Babka kopała dół, matka stała na czatach. Zasypały noworodka żywcem, dziecko nie przeżyło. Leżał pod kurnikiem

2026-05-26 8:21

Matka i córka wspólnie zabiły noworodka, zakopując go żywcem w ziemi. Zatrzymały się dopiero wtedy, gdy dziecko przestało płakać. Małgorzata i Renata stanęły przed sądem, w którym ujawniono przerażające szczegóły morderstwa. Z ustaleń śledczych wynika, że kobiety ukryły chłopca w płytkim dole w ogródku, niedaleko kurnika, do którego nikomu nie pozwalały się zbliżać. Sprawa jednak wyszła na jaw, przez przypadek, i wywołała poruszenie w całej Polsce.

Do zabójstwa noworodka ze szczególnym okrucieństwem doszło zimą 2019 roku w miejscowości Rynica, niewielkiej wsi pod Gryfinem w województwie zachodnio-pomorskim. Ale makabrycznego odkrycia dokonano dopiero po ponad pięciu latach, w kwietniu 2025 roku, tak naprawdę przez przypadek. Służby zawiadomiła kuzynka rodziny, która w jakiś sposób, prawdopodobnie przez podsłuchanie rozmowy lub wyciągnięcie prawdy od matki noworodka, dowiedziała się o zdarzeniu. Sumienie nie dawało jej spokoju, więc mimo braku pewności na temat tego, co zaszło, chwyciła za komórkę i wybrała numer alarmowy. Wtedy na posesji pojawiły się wszystkie służby.

Babcia zaprzeczała, że zabiła wnuka. Tłumaczyła się głupim żartem z okazji prima aprilis. Kuzynka ujawniła prawdę

Jeden z policjantów, który jako pierwszy rozmawiał z Renatą I., babcią zamordowanego dziecka i matką Małgorzaty I., relacjonował że na miejscu zastał starszą kobietę z innymi dziećmi. Wziął ją na bok, żeby maluchy nie słyszały tematu ich rozmowy. – Powiedziałem jej wprost, że dostaliśmy zgłoszenie dotyczące zakopanego w ogródku noworodka – wyznał funkcjonariusz w późniejszym procesie sądowym, cytowany przez portal „Onet”.

Poznaj więcej historii: Pokój Zbrodni

Renata początkowo zaprzeczała doniesieniom. Twierdziła, że to nieprawdziwe informacje, a ktoś musiał policjantom zrobić głupi żart. Bagatelizowała telefon wykonany przez świadka na numer alarmowy, choć jednocześnie mundurowi dostrzegli, że stała się bardzo nerwowa. Na poczekaniu wymyśliła historyjkę o prima aprilis, które niedawno świętowali w rodzinie. Renata miała wówczas wpaść na pomysł nabrania wspomnianej kuzynki, a że miała specyficzne poczucie żartu, to padło na tak zwany „czarny humor”. Dla draki opowiedziała historię zakopania noworodka obok kurnika, lecz świadek wzięła jej słowa na poważnie i wezwała służby. W zgłoszeniu kuzynka podała nawet płeć dziecka: miał to być chłopiec. Policjanci nie uwierzyli Renacie, anegdota z prima aprilis wydawała im się zbyt szczegółowa, absurdalna i mroczna, nawet jak na standardy „czarnego humoru”. Postanowili sprawdzić zgłoszenie i zaczęli rozkopywać ziemię wokół kurnika. Wtedy podejrzana kobieta pękła. – W końcu przyznała, że była taka sytuacja. Że zakopane jest dziecko i że było to dziecko jej córki – ujawnił przed sądem policjant. Renata dodała jeszcze na koniec, że szkieletów w ziemi może być więcej, bo często zakopywała tam truchła zwierząt.

Kolejne wydarzenia potoczyły się stosunkowo szybko. Zatrzymano zarówno starszą kobietę, jak i jej córkę, matkę noworodka, czyli Małgorzatę. Ta druga od razu przyznała się do winy, choć zeznania, które złożyła, różniły się od tych złożonych przez pierwszą podejrzaną. Ona twierdziła bowiem, że nikt o ciąży nie wiedział. Skutecznie ją ukrywała, zakładając za duże ubrania i maskując brzuch. Ojcem dziecka miał być niejaki Paweł, którego nazwiska nie poznała, więc nie mogła go wskazać. Kobieta miała zdiagnozowane upośledzenie umysłowe w stopniu lekkim. Nie bardzo radziła sobie w życiu, a według części świadków była uzależniona od matki, Renaty, która całkowicie ją zdominowała. Małgorzata urodziła w sumie pięcioro dzieci, z czego czworo – po ujawnieniu wstrząsających wydarzeń – trafiło do rodzin zastępczych. Partnerów poznawała w mediach społecznościowych: jednego z nich na Facebooku, drugiego jeszcze w czasach „Naszej Klasy”. Renata nie pozwalała kochankom córki zaglądać ani do kurnika, ani do zagrody, w której ten się znajdował. Argumentowała to tym, że zwierzęta są przyzwyczajone do jednej osoby i stresuje ich obecność obcych. Dziś wiemy, że tak naprawdę bała się, by któryś z mężczyzn nie odkrył mrocznej tajemnicy kobiet.

Córka pod wpływem matki. Małgorzata miała mieć z Renatą "niezdrową relację"

Biegły psycholog, powołany do tej sprawy, ocenił że Małgorzata jest osobą dość bezradną. Stwierdzono u niej umiarkowaną niepełnosprawność intelektualną, a także trudności z empatią i rozumieniem złożonych emocji. Związki, w które wchodziła, szybko się rozpadały. Częściowo, jak okazało się w toku postępowania, przez apodyktyczną matkę.

Czytaj także:  10-letni Mateusz Żukowski bawił się z kolegami, wrócili bez niego. Dziecko zniknęło bez śladu

- Jak Gosia urodziła naszą córkę, to odebrałem je ze szpitala i zabrałem do swojego domu. Wtedy Renata zawiadomiła policję, że je porwałem. Przyjechała z policjantami do mojego domu, ale Gosia nie chciała z nią wracać. Tydzień później przyjechała znowu, kiedy byłem w pracy, i zabrała Gosię z naszą córką – relacjonował jeden z byłych partnerów kobiety, cytowany na łamach „Onetu”.

Zimą 2019 roku, kiedy Małgorzata poczuła, że odeszły jej wody, po kryjomu przeszła za dom. Kucnęła tuż obok sznurków na pranie, przygotowała biały koc i niebieski polar. Twierdziła, że urodziła i odcięła pępowinę sama, bez niczyjej pomocy. Gdy poszła pokazać noworodka matce, miała od niej usłyszeć, że dziecko trzeba zakopać, bo w gospodarstwie jest ich już za dużo. Najpierw kobiety zostawiły maleństwo w kurniku, ale chłopiec przeżył noc. Wtedy, nad ranem, Renata I. miała zakopać dziecko żywcem.

Ale ona sama twierdzi, że córka kłamie i było nieco inaczej. Według jej wersji wydarzeń, tego dnia wyszła powiesić pranie i zobaczyła swój niebieski polar, leżący na dworze. Zauważyła go z daleka, bo uwielbiała chodzić w nim w chłodniejsze dni. Po podejściu bliżej, dostrzegła w ubraniu zawiniątko. Chłopiec, noworodek. Renata twierdziła, że już nie żył. Skonfrontowała się z córką, lecz Małgorzata kazała zabrać dziecko sprzed jej oczu. Wtedy ta zakopała go obok kurnika.

Zobacz galerię zdjęć. Dalsza część materiału znajduje się pod nią.

Podczas sądowego procesu kobiety nie patrzyły nawet w swoją stronę. Szły ze spuszczonymi głowami, mruczały coś pod nosem. Na jednym z nagrań ktoś na korytarzu krzyczy do nich i przeklina. Ludzie nie mogą uwierzyć w ogrom tragedii, która miała miejsce w niewielkiej miejscowości pod Gryfinem. Małgorzata zeznała, że słyszała, jak jej nowo narodzony synek płakał, kiedy mama go zakopywała. Krzyki ustały dopiero, gdy kolejna dawka ziemi przysłoniła dziecko. Po ponad pięciu latach z dowodów został śledczym malutki, ludzki szkielet. Przerażający widok, który wielu funkcjonariuszy zapamięta do końca życia.

Babcia kopała dół, matka stała na czatach. Dziecko płakało, gdy zasypywano go ziemią

Kiedy Renata zakopywała chłopca żywcem, Małgorzata miała stać na czatach i pilnować, by nikt nie zorientował się, co robią przy kurniku. To się udało. Prawda wyszła na jaw po latach dopiero przez przypadek, gdy policję o swoich podejrzeniach poinformowała kuzynka rodziny. W roli oskarżyciela posiłkowego występował w sądzie jeszcze Łukasz I., bliski krewny, który zeznawał, że Renatę i Małgorzatę łączyła toksyczna relacja, nie taka, jaka powinna łączyć matkę z córką. Z jego słów wynikało też, że starsza kobieta miała dopuszczać się wobec młodszej przemocy: zarówno fizycznej, jak i psychicznej. Gosia miała panicznie bać się matki. Renata te wszystkie zarzuty odpierała, a podczas pierwszych wyjaśnień powiedziała głośno i wyraźnie: „Moja córka kłamie”.

Zobacz również:  Ojciec zadał Dawidkowi 11 ciosów nożem. 5-letni chłopiec miał zmasakrowane serduszko. "Nie zobaczysz syna"

W marcu 2026 roku poznaliśmy pierwszy wyrok w tej sprawie. Jak relacjonował „Super Express”, sędzia Sądu Okręgowego w Szczecinie podkreślił, że ustalenia śledczych jasno wskazują na zakopanie żywego dziecka pod ziemią. Miało się to stać w czasie nie dłuższym niż 36 godzin po jego narodzinach. Mimo tego wszystkiego, sąd wziął również pod uwagę okoliczności łagodzące w przypadku Małgorzaty. To w jej wersję wydarzeń, a nie w tą przedstawianą przez Renatę, uwierzono. Zdaniem biegłych, młodsza oskarżona w chwili popełniania czynu miała ograniczoną w znacznym stopniu „zdolność rozpoznawania znaczenia czynu i pokierowania swoim postępowaniem z powodu upośledzenia umysłowego w stopniu lekkim”.

Sędzia Joanna Wolniakowska wskazała ponadto, że Małgorzata nie była pomysłodawczynią zabicia jej nowo narodzonego syna. Na ten pomysł i te działania zainicjowała jej matka, druga oskarżona, czyli Renata. Jednocześnie zwrócono uwagę na fakt, że obie kobiety nie chciały tego dziecka. Jego los ich nie interesował. – Ale to nie Małgorzata wymyśliła, co się stanie. Nie ona wykonała czynności wykopania tego dołu, czy przysypania dziecka ziemią. Stała na tak zwanych czatach i obserwowała, czy nikt nie idzie – podkreślono w uzasadnieniu wyroku.

Sąd nie miał wątpliwości, że stopień winy oskarżonej Renaty I. zdecydowanie przewyższa stopień winy jej córki. To ona, w ocenie śledczych, miała dopuścić się zabójstwa dziecka. To ona miała zdecydować o jego losie, jednocześnie mając wpływ na zachowanie i sytuację życiową córki. Tak jakby wiedziała, że ta i tak jej się nie sprzeciwi.

Finalnie Małgorzata przyznała się do popełnienia zarzucanego jej czynu, a następnie złożyła obszerne wyjaśnienia. Renata I. takiej refleksji nie miała: zaprzeczyła zbrodni, nie przyznała się do zabójstwa wnuka. Żadna z kobiet nie była w przeszłości karana.

30 marca 2026 roku Sąd Okręgowy w Szczecinie uznał Renatę I. za winną zarzucanego jej czynu i skazał ją na 25 lat pozbawienia wolności. Małgorzata I. usłyszała natomiast wyrok 12 lat więzienia. Obie oskarżone zostały ponadto pozbawione praw publicznych na okres dziesięciu lat.

Gdy przygotowywaliśmy ten materiał, wyrok pozostawał nieprawomocny i przysługiwało od niego odwołanie.

Sonda
Czy kary za dzieciobójstwo w Polsce są odpowiednie?
Pokój Zbrodni - Wykopała dół
Pokój Zbrodni
Pozbyły się dziecka, bo było ich "za dużo". Chłopiec ledwo się urodził | Pokój ZBRODNI

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki