Spis treści
„To zbrodnia przeciwko miastu”. Springer uderza pierwszy
Wpis Filipa Springera, który od lat punktuje urbanistyczne absurdy w Polsce, wywołał prawdziwe trzęsienie ziemi. Reporter nie owijał w bawełnę, patrząc na nowe budynki przypominające kadłuby statków, wyrastające tuż przy Odrze.
„Takie fajne miasto jak Szczecin jest tak nieustępliwie konsekwentne w rozpieprzaniu sobie tego, co ma najcenniejsze – czyli waterfrontu. (…) Powinni za takie zbrodnie odbierać uprawnienia.”
Springer podkreślał, że już wizualizacje wyglądały źle, a efekt końcowy – widoczny z mostu Długiego i okolic dworca – „przyprawia o zapaść”.
Jego słowa podchwycili mieszkańcy, którzy od miesięcy narzekają na chaos inwestycyjny na Międzyodrzu. W komentarzach dominowały opinie, że Szczecin mógł mieć swoje HafenCity, ale „znowu coś poszło nie tak”.
Polecany artykuł:
Architekt nie wytrzymał. „To hejterski wpis”
Na odpowiedź współautora projektu, Ryszarda Burbickiego z pracowni FBA, nie trzeba było długo czekać. Architekt uznał słowa Springera za niesprawiedliwe i krzywdzące.
„Z zasady nie komentujemy kłamstw i internetowego hejtu.”
Burbicki podkreśla, że inwestycja firmy Siemaszko jest w pełni zgodna z planem miejscowym, a projekt – zanim trafił do realizacji – był prezentowany publicznie i „spotkał się z bardzo dobrym przyjęciem”.
Co więcej, architekt przekonuje, że to dopiero początek wielkich zmian na Międzyodrzu:
„Powstaje praktycznie nowe miasto (…) intensywnie rozwijające się, podobnie jak w Kopenhadze, Malmo, Londynie czy Hamburgu.”
Jego zdaniem odważni inwestorzy i architekci powinni być „doceniani i szanowani”, a nie atakowani.
Kępa Parnicka – serce miasta czy urbanistyczny chaos?
W tle tej ostrej wymiany zdań pozostaje kluczowe pytanie: co właściwie dzieje się na Międzyodrzu?
Kępa Parnicka, Łasztownia i Wyspa Zielona miały stać się nowym centrum Szczecina – pełnym bulwarów, przestrzeni publicznych, kultury i życia miejskiego. Tymczasem, jak twierdzą krytycy, powstaje gęsta zabudowa apartamentowa, często kupowana pod wynajem krótkoterminowy, a nie dla mieszkańców. Zdaniem wielu, zamiast reprezentacyjnej dzielnicy nad Odrą, rośnie wielkie skupisko "osiedli-sypialni" z przytłaczającą i przeciętną architekturą. Dodatkowym problemem jest brak rozwiązań komunikacyjnych. Na wyspę prowadzi tylko jedna ulica z małym mostem. Wprawdzie rozważana jest budowa drugiej przeprawy drogowej i kładki pieszo-rowerowej, to jednak jest to pieśń przyszłości. A budynki powstają.
Springer nie jest pierwszym, który alarmuje, że Szczecin traci swoją szansę. Eksperci od lat wskazują, że brakuje spójnej wizji, a inwestycje powstają w oderwaniu od siebie – jak „wyspy deweloperskie”.
„Najpierw ten okropny dworzec, teraz to”. Afera rośnie
Wpis Springera błyskawicznie obiegł media i lokalne grupy. Wiele osób przyznało mu rację, inni uznali jego słowa za przesadę. Faktem jest, że temat waterfrontu wrócił na pierwsze strony gazet.
W sieci pojawiły się porównania do Hamburga, gdzie HafenCity powstawało według jednej, konsekwentnej strategii. W Szczecinie – jak zauważają komentatorzy – każdy buduje po swojemu.
Co dalej? Spór, który dopiero się zaczyna
Afera wokół Kępy Parnickiej pokazuje jedno: mieszkańcy chcą rozmawiać o mieście, a architektura nie jest już tematem dla wąskiej grupy specjalistów.
Springer – znany z ostrego, ale merytorycznego języka – trafił w czuły punkt. Architekci bronią się, wskazując na zgodność z planem i ogromne inwestycje w infrastrukturę. Mieszkańcy pytają, czy to naprawdę jest wizja, która ma definiować Szczecin na kolejne dekady.
Jedno jest pewne: ta dyskusja nie ucichnie szybko.