Spis treści
Przewoźnicy w Polsce na skraju bankructwa przez ceny paliw?
Ceny paliwa na hurcie poszybowały w górę od 2 do 5 marca o blisko 30 procent. Ostatni raz tak drastyczny wzrost miał miejsce w 2022 roku, gdy wybuchła wojna w Ukrainie.
- Nie ma szans, by przewoźnicy drogowi, ale także inny przedsiębiorcy działający w oparciu o konieczność zakupu dużej ilości paliwa z dnia na dzień wpisali sobie w koszty taki wzrost cen surowca bez straty dla działalności operacyjnej. Miałem w ostatnich dniach okazję rozmawiać z grupą przewoźników drogowych. Pojawiają się tam same katastroficzne myśli. Jeżeli ten wzrost cen się utrzyma dla wielu firm to będzie ewidentne widmo nawet upadłości – alarmuje Dariusz Matulewicz, prezes Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych.
Ciąg dalszy pod galerią
Skandaliczna manipulacja cenami paliw?
Przewoźnicy są oburzeni tak szybkim wzrostem cen, zwłaszcza że sprzedawane obecnie surowce pochodzą z transportów kupionych po niższych stawkach.
- Skoro mamy zapasy surowca, skoro nie ma zagrożeń dla jego transportu, to dlaczego ceny rosną już tak szybko? Czemu podnoszone są ceny hurtowe, gdy sprzedawany jest jeszcze surowiec nie kupowany po wyższych cenach. Czy to nie działanie spekulacyjne? – pyta retorycznie Dariusz Matulewicz.
Apel o interwencję rządu. Czy ktoś pomoże przewoźnikom?
Sytuacja jest tak dramatyczna, że Zachodniopomorskie Stowarzyszenie Przewoźników Drogowych i Północna Izba Gospodarcza zapowiadają na przyszły tydzień apel do Rządu w sprawie ustabilizowania cen paliw na naszym rynku.
- Dla przewoźników drogowych to jest droga do katastrofy. Apelujemy o rozsądek do naszego największego producenta. Będziemy apelować do rządu o interwencję. Sytuacja jest dramatyczna, a kontynuacja trendu z mijającego tygodnia powoduje, że wiele firm „zjeżdża” poniżej progu rentowności i będzie wykazywać straty. Będziemy więc jeździć po Polsce i Europie, by wozić towary, wiedząc, że to robimy generując straty – dodaje Matulewicz.
Wyliczenia przewoźników przerażają. Grozi fala bankructw?
Przewoźnicy z województwa zachodniopomorskiego potwierdzają dramatyczną sytuację.
- Czarna rozpacz to jedyny zwrot jaki przychodzi mi do głowy. Mamy płacić i płakać. Nie ma innego wyjścia. Albo strata, albo unieruchamianie samochodów i zawieszanie umów z klientami, a te zawierane są zwykle na kilka miesięcy – mówi Krzysztof Majewicz, właściciel firmy MacSped.
- Cena w hurcie na początku tygodnia wynosiła 4,89 za litr, a teraz wynosi 6,15, a zaraz będzie jeszcze więcej. 30 procent w 3 dni. Jak to kalkulować? Przewoźnikom drogowym grozi po prostu fala bankructw – dodaje przedsiębiorca.
Krzysztof Tas, prezes firmy BFC, również nie kryje swojego przerażenia.
- To dobijanie nas. Zmiana ceny wynosi ze 140 złotych na 100 kilometrach do 185 złotych. To jest dobijanie nawet transportu krajowego, nie mówiąc już o tym jak gigantycznie wzrosną koszty międzynarodowe. Mamy poziom rentowności na poziomie około 3%, a wzrost to 30%. Od marca więc większość przewoźników drogowych leci na stratach. Jest to dla nas sytuacja dramatyczna – mówi Krzysztof Tas.
- Nie jesteśmy w stanie tego wyrównać podwyżkami cen, bo kontrakty zawierane są na miesiące do przodu, a firmy nie widzą jeszcze przestrzeni do negocjacji kontraktów – dodaje Tas.
Czy rząd zareaguje na dramatyczny apel przewoźników i ustabilizuje ceny paliw? Od tego zależy przyszłość wielu firm transportowych w Polsce.
Źródło: Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie