Spis treści
Pożar nie był przypadkiem. To było usiłowanie zabójstwa
Pożar jachtu przy nabrzeżu w sąsiedztwie Trasy Zamkowej początkowo wyglądał jak zwykłe zdarzenie losowe. Dopiero gdy strażacy zakończyli akcję, na miejscu pojawili się policjanci, którzy szybko zauważyli, że coś tu się nie zgadza. Zabezpieczono ślady, rozpoczęto przesłuchania i ustalanie, co tak naprawdę wydarzyło się na nabrzeżu.
Wkrótce zgłosił się pokrzywdzony — i wtedy wszystko nabrało zupełnie innego wymiaru. Okazało się, że wcześniej doszło do brutalnego ataku. Dwaj mężczyźni mieli grozić ofierze śmiercią, a następnie jeden z nich, 33‑letni mieszkaniec Szczecina, oblał go łatwopalną substancją i podpalił.
Ofiara ratowała się skokiem do wody
Dramatyczne sceny rozegrały się tuż nad Odrą. Podpalony mężczyzna, walcząc o życie, rzucił się do rzeki. To właśnie dzięki temu uniknął śmierci. Sprawcy uciekli, a chwilę później w ogniu stanął zacumowany jacht.
Poszkodowany mężczyzna został odnaleziony przez ratowników WOPR. Z licznymi poparzeniami został przewieziony do szpitala.
Policjanci natychmiast rozpoczęli intensywne działania operacyjne. Kryminalni analizowali każdy trop, sprawdzali monitoringi, przesłuchiwali świadków i kompletowali materiał dowodowy. Tempo pracy było błyskawiczne.
Dwaj podejrzani zatrzymani i aresztowani
Efekt? Obaj podejrzani zostali zatrzymani. Zgromadzone dowody pozwoliły na przedstawienie im zarzutów kierowania gróźb karalnych. 33‑latek, który miał podpalić ofiarę, usłyszał dodatkowo zarzut usiłowania zabójstwa — jednego z najcięższych przestępstw w polskim kodeksie karnym.
Jak informuje KMP Szczecin, na wniosek policji i prokuratury sąd zastosował wobec mężczyzn środki zapobiegawcze. Jeden z nich trafił do aresztu na miesiąc. Drugi — podejrzany o usiłowanie zabójstwa — spędzi za kratami co najmniej trzy miesiące.