Spis treści
Tankowanie w Polsce skończyło się wizytą na komisariacie
Dla wielu Niemców wyjazd po tańsze paliwo do Polski to codzienność. Tak było również w przypadku 70-letniej mieszkanki Boitzenburga w Brandenburgii. Kobieta zatankowała samochód na stacji w Chojnie i wróciła do domu przekonana, że wszystko przebiegło bez problemów.
Kilka dni później przeżyła jednak szok. W skrzynce pocztowej znalazła urzędowe pismo z polskiej policji. Została wezwana na komisariat w Chojnie w związku ze sprawą dotyczącą rzekomego oszustwa na stacji paliw.
Oskarżenie o „kradzież” paliwa
Jak relacjonowała kobieta niemieckiemu „Nordkurierowi”, dopiero po kontakcie z policją dowiedziała się, że właściciel stacji zgłosił podejrzenie nieopłacenia tankowania.
Seniorka nie ukrywała, że korzystała z tej stacji. Była jednak pewna, że rachunek został uregulowany. Na spotkanie z policją zabrała nawet paragon oraz wyciąg z konta potwierdzający płatność.
Na miejscu usłyszała zaskakujące wyjaśnienie. Zatankowała przy dystrybutorze oznaczonym numerem 3, ale przy kasie opłaciła kwotę przypisaną do dystrybutora nr 4. Taka pomyłka wystarczyła, by wszczęto postępowanie.
Monitoring nie rozwiał wątpliwości
Kobieta liczyła, że nagrania z kamer szybko wyjaśnią całe nieporozumienie. Tak się jednak nie stało.
Monitoring miał potwierdzać jedynie, że tankowała przy konkretnym stanowisku. Nie rozstrzygał natomiast kwestii płatności. Według relacji Niemki przedstawione przez „Nordkurier”, dokumenty, które przywiozła ze sobą, nie odegrały większej roli podczas rozmowy z funkcjonariuszami.
Musiała zapłacić drugi raz
Największe zaskoczenie miało dopiero nadejść. Jak twierdzi seniorka, usłyszała, że jeśli chce uniknąć sprawy sądowej, powinna wpłacić 80 euro dla właściciela stacji oraz dodatkowo 25 euro kary.
W praktyce oznaczało to, że za jedno tankowanie zapłaciła dwukrotnie. Kobieta zdecydowała się uregulować należność, obawiając się dalszych problemów i ewentualnego postępowania sądowego.
Policja: "Różnica była znacząca"
Polska policja przedstawia jednak sprawę nieco inaczej. Jak przekazał „Super Expressowi” st. asp. Jakub Kuźmowicz z Komendy Powiatowej Policji w Gryfinie, różnica między wartością zatankowanego paliwa a dokonaną płatnością była znacząca, co może budzić wątpliwości czy rzeczywiście doszło do pomyłki.
– Pani zatankowała swoją Dacię za ponad 600 złotych, zapłaciła jednak niewiele ponad 200 złotych – mówi „Super Expressowi” st. asp. Jakub Kuźmowicz.
Jak wyjaśnia policja, kobieta została wezwana na komisariat w Chojnie w celu wyjaśnienia sprawy.
– Stawiła się w obecności tłumacza, została przesłuchana, zapłaciła różnicę i została ukarana mandatem w kwocie 100 zł. Na tym sprawa została zakończona – dodaje funkcjonariusz.
Teraz fotografuje każdy dystrybutor
Historia pozostawiła po sobie niesmak, ale także nauczkę. Niemka nie zrezygnowała z tankowania w Polsce, jednak przy kolejnych wizytach zaczęła dokumentować cały proces.
Fotografuje numery dystrybutorów, wyświetlane kwoty i zachowuje wszystkie paragony. Jednocześnie ostrzega innych kierowców, by dokładnie sprawdzali, za który dystrybutor płacą przy kasie.
Bo, jak pokazuje przypadek z Chojny, zwykła chwila nieuwagi może skończyć się nie tylko wezwaniem z policji, ale także poważnymi kosztami i koniecznością tłumaczenia się za granicą.