Pierwszy taki przypadek na świecie. W Szczecinie uratowali mamę i bliźnięta. „Mieliśmy jednocześnie troje pacjentów”

To zdarzenie, które może przejść do historii światowej medycyny. Lekarze Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego nr 1 PUM w Szczecinie uratowali ciężarną kobietę z groźnym krwawieniem do mózgu, jednocześnie dbając o bezpieczeństwo jej nienarodzonych bliźniąt. Po analizie światowego piśmiennictwa medycznego wszystko wskazuje na to, że był to pierwszy opisany przypadek tego typu na świecie. Finał? Zdrowa mama oraz dwoje zdrowych dzieci.

Dramatyczny początek w 29. tygodniu ciąży. Nagle przestała mówić

Wszystko zaczęło się 1 czerwca. Olga Bratkowska była w 29. tygodniu ciąży bliźniaczej, gdy nagle przestała swobodnie mówić i czytać. Chociaż rozumiała otoczenie i wiedziała, co chce powiedzieć, nie była w stanie wypowiedzieć słów.

Po pobycie w szpitalach w Koszalinie i Kołobrzegu kobieta trafiła do Kliniki Neurologii z Pododdziałem Udarowym USK-1 PUM w Szczecinie. Badania wykazały krwawienie w lewej półkuli mózgu oraz obrzęk. Przyczyną okazała się malformacja tętniczo-żylna, czyli nieprawidłowe połączenie naczyń krwionośnych.

Od tego momentu lekarze walczyli już nie o jednego, lecz o troje pacjentów.

Operacja, którą przygotowywano na najgorszy scenariusz

Przypadek wymagał konsultacji neurologów, neurochirurgów, neuroradiologów zabiegowych, anestezjologów, położników i neonatologów. Wspólnie zdecydowano o przeprowadzeniu embolizacji, czyli zamknięciu nieprawidłowych naczyń krwionośnych w mózgu.

Przygotowania były jednak wyjątkowo skomplikowane. Oddział neurologiczny znajdował się w Szczecinie przy ul. Unii Lubelskiej, natomiast zaplecze położnicze i neonatologiczne szpitala mieści się w Policach.

Na wypadek nagłego pogorszenia stanu pacjentki personel przygotował salę operacyjną do natychmiastowego cesarskiego cięcia. Czekały dwa stanowiska neonatologiczne, dwa inkubatory, zespoły położnicze, anestezjologiczne i neonatologiczne oraz specjalistyczna karetka gotowa do przewiezienia wcześniaków do Polic.

– To był niezwykle wymagający przypadek, który wymagał ścisłej współpracy specjalistów wielu dziedzin. Przygotowywaliśmy się na każdy możliwy scenariusz, bo bezpieczeństwo mamy i dzieci było absolutnym priorytetem – tłumaczy Magdalena Knop, rzeczniczka USK-1 PUM w Szczecinie.

Zabieg zakończył się sukcesem

15 czerwca zespół neuroradiologii zabiegowej pod kierownictwem prof. Wojciecha Poncyljusza przeprowadził embolizację. Przez niewielkie nakłucie w pachwinie lekarze wprowadzili mikrocewnik i dotarli nim do miejsca malformacji w mózgu. Następnie podali specjalną substancję zamykającą patologiczne naczynia.

Najważniejsze było jednak to, że zabieg nie zakończył ciąży.

– Skupialiśmy się na skutecznym leczeniu mamy, cały czas dbając o bezpieczeństwo dwojga dzieci. Zabieg przebiegł zgodnie z planem, a możliwość dalszego, bezpiecznego utrzymania ciąży była najlepszym rezultatem, jaki mogliśmy osiągnąć – podkreślał prof. Wojciech Poncyljusz.

I właśnie to okazało się największym sukcesem. Nie udało się przedłużyć ciąży o kilka dni, ale o kolejne osiem tygodni.

Szczęśliwy finał i narodziny „w czepku”

7 sierpnia, już w 37. tygodniu ciąży, lekarze wykonali planowe cesarskie cięcie.

O godzinie 8.49 urodziła się Mila. Dziewczynka ważyła 2670 gramów i mierzyła 52 centymetry. Minutę później na świat przyszedł Maks, ważący 2570 gramów i mierzący 50 centymetrów.

Jakby emocji było mało, chłopiec urodził się w nienaruszonym worku owodniowym, co potocznie określa się jako narodziny „w czepku”.

– To historia o ogromnej determinacji pacjentki, wiedzy lekarzy i doskonałej współpracy wielu zespołów medycznych. Jesteśmy dumni, że mogliśmy być częścią tego sukcesu – podkreśla Magdalena Knop.

„Pierwszy opisany przypadek na świecie”

Według informacji przekazanych przez szczeciński szpital, po analizie dostępnego światowego piśmiennictwa medycznego oraz konsultacjach ekspertów wszystko wskazuje na to, że przypadek Olgi Bratkowskiej jest pierwszym opisanym przypadkiem tego typu na świecie.

Sukces był możliwy dzięki współpracy neurologów, neurochirurgów, neuroradiologów zabiegowych, anestezjologów, perinatologów, położników, neonatologów, pielęgniarek, położnych, ratowników i techników medycznych z dwóch oddalonych od siebie ośrodków.

– Mieliśmy jednocześnie troje pacjentów, dwa nasze ośrodki i wiele zespołów specjalistów, które musiały działać według jednego, precyzyjnie przygotowanego planu – podsumował dyrektor USK-1 PUM dr hab. Konrad Jarosz.

Po dramatycznych wydarzeniach pani Olga nie kryje wzruszenia i wdzięczności wobec zespołu medycznego, wspominając swoje przeżycia sprzed kilku miesięcy.

– Bałam się nie tylko o siebie, ale przede wszystkim o Milę i Maksa. Od początku czułam jednak, że jesteśmy w dobrych rękach i że nad naszym bezpieczeństwem czuwa wiele osób. Dzisiaj najważniejsze jest dla mnie to, że Mila i Maks są zdrowi, a ja mogę być razem z nimi, ich starszym bratem Filipem oraz mężem – powiedziała podczas spotkania z zespołami medycznymi kobieta.

Dziś Olga, Mila i Maks są zdrowi. A niezwykła historia ze Szczecina może stać się jednym z najważniejszych medycznych osiągnięć ostatnich lat.

Sonda
Miałeś/-aś kiedyś operację?
Nowatorska operacja mikrochirurgiczna

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki