Awantura o chihuahuę w autobusie. Kierowca tłumaczy, dlaczego wezwał policję

Podróż autobusem miejskim w Kołobrzegu zakończyła się zatrzymaniem pasażerki, kajdankami i perspektywą sprawy sądowej. Poszło o niewielkiego psa rasy chihuahua, który nie miał założonego kagańca. Teraz, po publikacji wersji wydarzeń właścicielki czworonoga, głos zabrał kierowca pojazdu.

Srebrny radiowóz z niebieskim pasem i napisem Policja. O interwencji w autobusie w Kołobrzegu przeczytasz na SE Szczecin.
Autor: KWP Białystok/ Materiały prasowe

Jak donosi Fakt.pl, pasażerka twierdzi, że kierowca nie zgodził się na dalszą jazdę z powodu braku kagańca u psa, a kiedy odmówiła opuszczenia autobusu, wezwał policję. Kobieta została wyprowadzona w kajdankach i spędziła 24 godziny w areszcie. Usłyszała zarzuty naruszenia nietykalności cielesnej oraz znieważenia policjanta. Według relacji policji, zatrzymana odmawiała podania danych, stawiała opór, używała wulgaryzmów i odpychała interweniujących mundurowych.

Kierowca autobusu odpiera zarzuty i relacjonuje zajście

Teraz swoje stanowisko, w rozmowie z Faktem, przedstawił kierowca autobusu. Według niego nie była to pierwsza sytuacja, w której ta pasażerka przewoziła swojego psa bez kagańca. Jak zaznaczył, poprzednio jedynie zwrócił jej uwagę, ale tym razem zdecydował się na wezwanie patrolu, postępując zgodnie z regulaminem przewoźnika.

Policjanci zachowywali się kulturalnie. Gdyby nie jej zachowanie, to ta interwencja mogła wyglądać zupełnie inaczej

Właścicielka psa kategorycznie odrzuca oskarżenia o agresywne zachowanie. Utrzymuje, że była spokojna, i czeka, aż całą sprawę, w tym przebieg samej interwencji, rozstrzygnie sąd.

Czytaj też: „Szatańska” linia 666 znów kursuje na Hel! Polski autobus ponownie na łamach niemieckich mediów

Wielki pożar autobusu na Pradze w Warszawie. Spłonęło wszystko! 

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki