Spis treści
Nikt nie uważał go za pirata drogowego
Z relacji przedstawionych w reportażu „Uwagi” wynika, że Adrian K. nie miał opinii osoby szalejącej za kierownicą. Mieszkaniec Stargardu pracował jako spawacz w Danii, a wolne chwile poświęcał rodzinie i budowie domu.
– Adrian z zawodu jest spawaczem, pracuje w Danii. Zwykły robotnik. Ma tylko citroena „chrupka”. Nigdy nie wyjeżdżał spod domu z piskiem czy dużą prędkością – mówił w reportażu pan Piotr, sąsiad Adriana K.
Podobnie wypowiadają się jego znajomi, którzy nie kryją zaskoczenia okolicznościami tragedii.
– Nigdy nie słyszałam, żeby lubił prędkość, czy w ogóle, że interesuje się motoryzacją. To było dla mnie zaskoczenie. 270 km/h? Podejrzewam, że to było napędzanie przez drugą osobę – oceniała w rozmowie z reporterem "Uwagi" pani Milena, przyjaciółka mężczyzny.
Tragedia na S10
Przypomnijmy, do tragicznego wypadku doszło wieczorem 6 października na trasie S10 w rejonie węzła Kobylanka. Pan Andrzej wracał wraz z żoną ze Szczecina do domu w Drawsku Pomorskim. Ich toyota poruszała się zgodnie z przepisami.
Jak ustaliła policja, prowadzone przez Adriana K. BMW XM miało jechać z prędkością blisko 271 km/h. Auto uderzyło w tył toyoty z ogromną siłą. Pan Andrzej zginął na miejscu, a jego żona odniosła ciężkie obrażenia i trafiła do szpitala.
Według informacji przekazanych przez śledczych, po wypadku kierowca BMW oddalił się z miejsca zdarzenia.
– Kierowca zbiegł z miejsca zdarzenia. W niecałą godzinę został przywieziony do Komendy Powiatowej Policji w Stargardzie i wówczas został zatrzymany – mówiła w reportażu prok. Julia Szozda z Prokuratury Okręgowej w Szczecinie.
Obok siedział właściciel BMW
Jednym z najbardziej szokujących wątków zdarzenia jest nagranie wykonane przez pasażera BMW. Obok Adriana K. siedział 45-letni Marcin P., właściciel luksusowego samochodu. Mężczyzna nie tylko filmował niebezpieczną jazdę, ale również miał zachęcać kierowcę do rozwijania coraz większej prędkości.
Pasażer został zatrzymany na miejscu zdarzenia. Miał ponad dwa promile alkoholu w organizmie.
Sprawa błyskawicznie trafiła do sądu, który rozpatrzył wniosek prokuratury o zastosowanie aresztu wobec obu zatrzymanych mężczyzn.
– Sąd w pełni podzielił argumentację prokuratora i przychylił się do wniosku o zastosowanie tych środków zapobiegawczych – mówiła w Radiu ESKA prokurator Julia Szozda z Prokuratury Okręgowej w Szczecinie.
W jednej chwili przekreślił całe swoje życie
Znajomi Adriana K. nie kryją, że trudno im pogodzić obraz znanego im człowieka z tym, co wydarzyło się na S10. W ich ocenie jedna decyzja przekreśliła całe dotychczasowe życie mężczyzny.
Jeszcze chwilę wcześniej był pracującym za granicą spawaczem i ojcem nastoletniego syna. Według świadków samodzielnie budował dom i nie sprawiał problemów. Jednak, jak pokazuje reportaż „Uwagi” TVN, wystarczyła chwila bezmyślności za kierownicą potężnego BMW, by z osoby cieszącej się nieposzlakowaną opinią stać się podejrzanym w sprawie śmiertelnego wypadku.
Grozi mu nawet 20 lat więzienia
Jak informuje Prokuratura Okręgowa w Szczecinie, Adrian K. nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień. Po zmianach w przepisach Kodeksu karnego, które weszły w życie w tym roku, konsekwencje mogą być bardzo surowe.
– Aktualnie od stycznia bieżącego roku zmieniły się przepisy Kodeksu karnego i w takiej sytuacji, jak sytuacja podejrzanych, grozi kara pozbawienia wolności od pięciu lat do dwudziestu lat – podkreśliła prok. Julia Szozda.
Dla rodziny pana Andrzeja i jego bliskich najważniejsze jest jednak to, że przez lekkomyślną decyzję za kierownicą życie stracił człowiek, który przez dziesięciolecia ratował innych. A Adrian K. z „zwykłego robotnika”, o którym nikt nie mówił złego słowa, w jednej chwili stał się drogowym przestępcą i symbolem jednej z najbardziej wstrząsających tragedii drogowych ostatnich miesięcy.