Spis treści
Niemcy masowo jadą do Polski
Jak opisuje niemiecki portal n-tv, choć zarówno Niemcy, jak i Polska prowadzą kontrole na wspólnej granicy, nie zniechęca to kierowców do wyjazdów po tańsze paliwo. Szczególnie widoczne jest to w miejscowościach położonych tuż przy granicy, takich jak Lubieszyn koło Szczecina, który według mieszkańców stał się wręcz „jedną wielką stacją benzynową dla całego regionu”, m.in. dlatego, że ceny są tutaj zazwyczaj niższe niż w pozostałej części województwa.
Od początku października w Polsce ponownie obowiązuje program CPN, ograniczający ceny paliw. Rząd obniżył VAT na paliwa z 23 do 8 proc., zmniejszył część obciążeń podatkowych i wprowadził maksymalne ceny detaliczne. Dzięki temu różnice cen między Polską a Niemcami ponownie stały się bardzo wyraźne.
Nawet 30 euro oszczędności na jednym baku
Według danych przytoczonych przez n-tv pod koniec października litr benzyny E10 kosztował średnio w Niemczech 2,084 euro, podczas gdy w Polsce obowiązywał limit około 1,48 euro za litr. W przypadku diesla ceny wynosiły odpowiednio 2,289 euro i około 1,86 euro. Oznacza to różnicę sięgającą nawet 60 centów na litrze benzyny.
Przy tankowaniu 50-litrowego baku kierowca może zaoszczędzić około 30 euro. Nic więc dziwnego, że na polskich stacjach coraz częściej dominują samochody z niemieckimi tablicami rejestracyjnymi. O zjawisku „turystyki paliwowej”, a zwłaszcza jego nasileniu się po drastycznych podwyżkach cen paliw na całym świecie, od wielu miesięcy informują media po obu stronach granicy.
Niemieckie stacje świecą pustkami. Przedsiębiorcy liczą straty
Napływ klientów do Polski oznacza poważne problemy dla niemieckich przedsiębiorców działających przy granicy. Jak przypomina n-tv, podobna sytuacja miała miejsce już w 2022 roku, gdy Polska czasowo obniżyła podatki na paliwa. Wówczas Centralny Związek Branży Stacji Paliw w Niemczech informował o spadkach obrotów sięgających nawet 50 proc. na stacjach położonych w rejonach przygranicznych. Świecące pustkami stacje paliw można zaobserwować m.in. w przygranicznym Löcknitz czy oddalonym o ok. 40 km od Szczecina Pasewalku. Zazwyczaj przyjeżdża tam ten, "kto musi". Inni jadą do Polski.
Niemieckie media zwracają uwagę, że wiele stacji paliw w Meklemburgii-Pomorzu Przednim, Brandenburgii i Saksonii traci znaczną część klientów na rzecz polskiej konkurencji. Dla właścicieli oznacza to coraz większą presję finansową, mimo że również niemiecki rząd zdecydował się na czasowe obniżenie podatku energetycznego od paliw.
Tankują do baku i kanistrów
Niemcy nie ograniczają się wyłącznie do tankowania samochodów. Jak relacjonowali pracownicy stacji w Zgorzelcu cytowani przez niemieckie media, wielu klientów napełnia także przewożone w autach kanistry. Obowiązujące przepisy pozwalają na wwiezienie do Niemiec paliwa znajdującego się w baku oraz do 20 litrów w dodatkowym pojemniku bez konieczności płacenia dodatkowych opłat.
Problem nie jest nowy
Obecny najazd niemieckich kierowców na polskie stacje nie jest nowym zjawiskiem. Do podobnych sytuacji dochodziło już w poprzednich latach, gdy różnice cen po obu stronach granicy gwałtownie rosły. Tym razem skala zjawiska ponownie jest na tyle duża, że temat stał się przedmiotem szerokich analiz w niemieckich mediach. Eksperci nie mają wątpliwości, że dopóki utrzymają się obecne mechanizmy wsparcia cen paliw w Polsce, tysiące kierowców z Niemiec nadal będą wybierać tankowanie po polskiej stronie granicy.
