Wakacje nad Bałtykiem zmieniają się w koszmar. Ratownik ujawnia, jak uniknąć tragedii. „Woda zabiera 300 osób rocznie”

Kiedy wakacje nad Bałtykiem stają się horrorem? Nie tylko wtedy, gdy nie dopisuje pogoda, ale przede wszystkim wtedy, gdy nie przestrzega się podstawowych zasad dotyczących bezpieczeństwa. Ostatnie doniesienia z nadmorskich miejscowości o utonięciach przypominają, że woda to żywioł, którego nie należy lekceważyć. - Bardzo poważnym problemem jest bagatelizowanie zasad bezpieczeństwa – wchodzenie do wody po alkoholu, ignorowanie czerwonej flagi czy kąpiele poza wyznaczonymi kąpieliskami - mówi "Super Expressowi" Robert Staroń, ratownik wodny, prezes Baltic Rescue Team.

Szczecin SE Google News
  • Utonięcia nad Bałtykiem to efekt bagatelizowania zasad bezpieczeństwa i ignorowania ostrzeżeń ratowników.
  • Niebezpieczne prądy wsteczne i falochrony to główne zagrożenia, które mogą wciągnąć nawet doświadczonych pływaków.
  • Ratownicy apelują o rozsądek, korzystanie ze strzeżonych kąpielisk i edukację w zakresie bezpieczeństwa wodnego.
  • Co możesz zrobić, by wakacje nad wodą były bezpieczne i jak rozpoznać śmiertelne zagrożenia?

Silny wiatr, oburzone morze i prądy wsteczne nie zawsze zniechęcają do kąpieli. W Dziwnówku utonął 16-letni Marcel, w Mielnie 47-letni mężczyzna, który próbował ratować swoje dzieci. Czy tych tragedii można było uniknąć?

- W sezonie letnim apelujemy przede wszystkim o rozsądek. Prosimy turystów, aby korzystali wyłącznie ze strzeżonych kąpielisk, zwracali uwagę na wywieszone flagi i respektowali polecenia ratowników. Przypominamy również, że absolutnie nie wolno wchodzić do wody po alkoholu, a nad dziećmi należy sprawować stałą opiekę, nawet jeśli bawią się na płytkiej wodzie. Z naszego doświadczenia wynika, że większości tragicznych wypadków można by uniknąć, gdyby plażowicze stosowali się do tych podstawowych zasad - mówi Robert Staroń.

Urlopując nad Bałtykiem, należy pamiętać o największym zagrożeniu tam, czyli o prądach wstecznych. Są one niewidoczne dla osób niewprawionych, a potrafią wciągnąć nawet doświadczonego pływaka daleko od brzegu - mówi Staroń, który tłumaczy, że prądy wsteczne są zdradliwe, bo na pierwszy rzut oka często wyglądają jak spokojniejsze fragmenty wody, co paradoksalnie zachęca do wejścia właśnie tam.

- Można je rozpoznać po pasmach ciemniejszej, pozornie gładkiej tafli między falami, po pianie morskiej spływającej w głąb morza albo po miejscach, gdzie fale załamują się nierównomiernie. Jeśli ktoś nie jest pewny, czy dane miejsce jest bezpieczne, najlepszym rozwiązaniem jest korzystanie wyłącznie z kąpielisk strzeżonych, gdzie ratownicy na bieżąco monitorują sytuację i reagują na pojawienie się takich zjawisk - ostrzega Staroń.

Bardzo ważne jest też niewchodzenie do wody blisko falochronów.

- Falochrony są jednymi z najbardziej niebezpiecznych miejsc do kąpieli, ponieważ w ich pobliżu powstają silne zawirowania wody i prądy, które w ratowniczej nomenklaturze określamy jako prądy rozrywające. Co więcej, przy falochronach często tworzą się głębokie doły, które mogą stać się pułapką dla osób nieświadomych zagrożenia – metr od konstrukcji dno może mieć głębokość zaledwie jednego metra, a po zrobieniu kroku nagle zapadać się do ponad dwóch metrów - mówi Staroń.

W Polsce falochrony najczęściej są drewniane, co dodatkowo zwiększa ryzyko urazów w przypadku kontaktu z konstrukcją.

- Te miejsca są dla ratowników prawdziwymi generatorami pracy, bo to właśnie tam najczęściej tworzą się niebezpieczne prądy wsteczne, które wciągają ludzi w głąb morza. Dlatego kąpiele przy falochronach są absolutnie zabronione - grzmi ratownik.

Zdaniem wszystkich ratowników z Baltic Rescue Team, czyli stowarzyszenia zrzeszającego ratowników wodnych, aby realnie zmniejszyć liczbę utonięć w Polsce, trzeba rozpocząć ten proces od podstaw – od edukacji i budowania świadomości w zakresie bezpieczeństwa wodnego.

- Trzeba głośno mówić o tym, że w naszym kraju wciąż mamy ogromny problem z utonięciami, a poziom samokontroli w środowisku wodnym i podstawowych umiejętności – nie tylko pływania, ale choćby aktywnego floatingu, czyli unoszenia się na wodzie czy dryfowania – jest na skandalicznie niskim poziomie - mówi Staroń, przypominając statystyki, że każdego roku woda zabiera ponad 300 czy 400 osób. - Za każdą z tych statystyk kryje się tragedia całych rodzin – matek, ojców, żon, mężów i dzieci. Każda z tych osób mogłaby dalej funkcjonować w społeczeństwie, pracować, tworzyć i być wartością dodatnią naszego kraju - mówi ratownik, apelując o wspieranie ratownictwa wodnego w Polsce oraz działań edukacyjnych w zakresie bezpieczeństwa wodnego. - Każda inicjatywa, która podnosi świadomość społeczną i uczy, jak zachować się nad wodą, to inwestycja w ludzkie życie.

Pływasz jak ryba w wodzie? Sprawdź, czy zdałbyś egzamin na ratownika wodnego! [QUIZ]
Pytanie 1 z 16
Skacząc do nieznanej wody, wybierasz skok
Dwa oblicza jednej plaży

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki