Spis treści
Wyrok sądu w Szczecinku dla emerytowanej pielęgniarki
Proces przed Sądem Rejonowym w Szczecinku, który rozpoczął się 22 kwietnia 2025 roku, właśnie dobiegł końca. Na ławie oskarżonych zasiadła Ewa B., emerytowana pielęgniarka oskarżona o rażące uchybienia w trakcie wykonywania swoich obowiązków zawodowych.
Wymiar sprawiedliwości nie miał wątpliwości i uznał kobietę za winną sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa na życie oraz zdrowie małych dzieci. Sąd wymierzył jej surową karę obejmującą:
- spędzenie trzech lat w zakładzie karnym,
- zakaz wykonywania zawodu pielęgniarki przez okres pięciu lat,
- zapłatę grzywny oraz nakaz finansowego zadośćuczynienia poszkodowanym rodzinom.
Zgodnie z decyzją sądu skazana musi zwrócić rodzicom łącznie 16 tysięcy złotych, ponieważ taką kwotę zdołała od nich wyłudzić pod pozorem opłat za rzekome szczepienia.
Obecnie orzeczenie sądu nie jest jeszcze prawomocne.
Niemowlęta w Szczecinku dostawały nieznaną substancję
Materiał dowodowy zgromadzony przez prokuraturę potwierdził, że przez około trzy lata oskarżona pobierała gotówkę za drogie, nowoczesne preparaty uodparniające. W praktyce jednak niemowlęta otrzymywały zastrzyki z substancją, której pochodzenia i składu chemicznego do dzisiaj nie udało się zidentyfikować.
Bezpośrednie ryzyko utraty zdrowia dotyczyło grupy 40 najmłodszych pacjentów przychodni.
Proceder miał trwać w latach 2016-2019, gdy oskarżona była pielęgniarką do spraw szczepień ochronnych w jednej ze szczecineckich przychodni. – Wnoszę o uznanie oskarżonej winną zarzucanych jej czynów. Przyjęcie, że zarzucane czyny stanowią ciąg przestępstw. Wymierzenie jej kary trzech lat pozbawienia wolności, grzywny 50 stawek dziennych po 20 zł każda oraz orzeczenie wobec oskarżonej zakazu wykonywania zawodu pielęgniarki na pięć lat oraz obowiązku naprawienia szkody poprzez zapłatę rodzicom kwoty, która została od nich pobrana – mówiła na sali rozpraw w styczniu 2026 roku prok. Ewa Dziadczyk.
Oskarżycielka publiczna zaznaczyła, że w placówce medycznej oraz w ogólnopolskim systemie zdrowia nie natrafiono na żadne recepty wystawione na rzekomo podane preparaty po 2019 roku. Tłumaczenia Ewy B. o rzekomym nabywaniu specyfików bezpośrednio u producenta lub w aptekach okazały się całkowicie bezpodstawne i nie miały pokrycia w dokumentacji.
Śledczy wykazali również rażące braki w kartach szczepień prowadzonych przez kobietę. Oskarżona próbowała się bronić, twierdząc, że priorytetem było dla niej samo podanie dawki pacjentowi. Zastanawiający jest fakt, że pielęgniarka wolała ręcznie wpisywać numery seryjne ampułek, zamiast wklejać do kart oryginalne naklejki z opakowań.
W toku śledztwa wyszło na jaw, że w analizowanym okresie jedno z zaszczepionych przez nią dzieci zachorowało na infekcję pneumokokową. Ten incydent dodatkowo uwypuklił ogromne zagrożenie, jakie niosły za sobą praktyki emerytowanej pracownicy ochrony zdrowia.
Dla zainteresowanych sprawą udostępniono również zdjęcia wykonane na sali rozpraw w trakcie trwania posiedzeń.
Sędzia Katarzyna Brambor-Kwiatkowska tłumaczy surowy wyrok
Wiceprezes szczecineckiego sądu, Katarzyna Brambor-Kwiatkowska, w trakcie uzasadniania orzeczenia stanowczo podkreśliła, że taki wymiar kary musi stanowić jasną przestrogę dla całego społeczeństwa.
W ocenie sądu posłanie kobiety na trzy lata za kratki idealnie odzwierciedla powagę popełnionych przestępstw. Wyrok ten dobitnie udowadnia, że wymiar sprawiedliwości nie toleruje żadnych zachowań, które godzą w bezpieczeństwo najmłodszych i najbardziej bezbronnych pacjentów.
Sama Ewa B. stawiła się w sądzie w dniu ogłoszenia decyzji, jednak już wcześniej konsekwentnie korzystała z prawa do odmowy składania wyjaśnień i nie chciała odpowiadać na żadne pytania składu orzekającego.
Cały proces wywołał potężne oburzenie wśród opiekunów oszukanych maluchów. Wielu zszokowanych rodziców dopiero po długim czasie uświadomiło sobie, że w gabinecie zabiegowym ich dzieci otrzymywały niebezpieczny płyn zamiast prawdziwych szczepionek ochronnych.