Spis treści
Szokująca wiadomość spadła jak grom z jasnego nieba. "Czarny dzień dla Ueckermünde"
Jeszcze w połowie września fabrykę z dumą odwiedzał minister gospodarki Meklemburgii-Pomorza Przedniego, Wolfgang Blank, a kierownictwo zapewniało o dobrych perspektywach i zamówieniach. Jednak w piątek, 2 października nastąpił brutalny zwrot akcji. Dyrekcja zakłady poinformowała pracowników, że odlewnia zostanie definitywnie zamknięta z końcem roku.
Reakcja załogi była natychmiastowa. W sobotę przed bramą zakładu zorganizowano burzliwą manifestację. Około 300 protestujących, w tym pracownicy z rodzinami, przerażeni przyszłością, wyraziło swój gniew gwizdami i buczeniem pod adresem zarządu.
– Związki zawodowe i mieszkańcy mówią wprost: to czarny dzień dla Ueckermünde. To potężny cios dla setek rodzin z naszego regionu – relacjonował na łamach stacji NDR szef rady pracowniczej, Clemens Schröder.
Azjatycka konkurencja i koszty energii wykończyły zakład
Odlewnia w Ueckermünde specjalizowała się w produkcji elementów układów hamulcowych i zacisków dla przemysłu motoryzacyjnego. Jak podają niemieckie media, zakład od dłuższego czasu zmagał się z problemem niedostatecznego obłożenia produkcją – z niegdysiejszych 50 tysięcy ton przetwarzanego żeliwa rocznie, wolumen spadł do zaledwie 35 tysięcy ton.
Pracownicy nie kryją jednak żalu o sposób, w jaki ich potraktowano.
– Przekazano nam krótko, że odlewnia nie jest już konkurencyjna. Presja ze strony Azji jest po prostu zbyt duża, a w samych Niemczech trwa masowy powolny pomór branży odlewniczej – relacjonował poruszony Ingo Rissmann z działu wysyłki na łamach serwisu NDR.
Jak ujawnia branżowy portal Dr. Web, gwoździem do trumny okazały się gigantyczne koszty energii elektrycznej w Niemczech, sięgające 20–25 centów za kWh, podczas gdy konkurencja w Chinach czy Indiach płaci zaledwie 6–8 centów.
Władze mobilizują sztab kryzysowy. Co z pracownikami?
Właścicielem zakłady od ubiegłego roku jest Breyden-Gruppe (należąca do funduszu Aequita), posiadająca odlewnie także w Hesji, Saksonii i Nadrenii Północnej-Westfalii. Co ciekawe, Ueckermünde jest jedyną lokalizacją, którą koncern postanowił bezwzględnie zlikwidować.
Burmistrz Ueckermünde, Tino Spiegelberg, natychmiast zapowiedział powołanie specjalnego sztabu kryzysowego, który ma ratować lokalny rynek pracy i pomóc osobom tracącym zatrudnienie. Z kolei związek zawodowy IG Metall oraz Rada Pracownicza zaangażowały już biegłych rewidentów i prawników, by wywalczyć jak najlepszy plan socjalny oraz odprawy dla zwalnianej załogi.
Dla regionu tuż przy polskiej granicy to potężny wstrząs gospodarczy, którego skutki mogą być odczuwalne przez kolejne lata.
